środa, 29 października 2014

Rozdział VIII

- Czyli Lexi grozi niebezpieczeństwo ? - usłyszałam nagle głos Stefana. Wampir stał oparty o ścianę i przyglądał mi się bacznie. 
- W pewnym sensie tak - odparłam wstając z kanapy - Póki nikt nie wie o tym, że jest wyjątkowa, wszystko jest w porządku. 
Stefan pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Myślę, że powinieneś jej o tym powiedzieć - stwierdziłam i ruszyłam w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz ? - zapytał nagle Damon, materializując się przede mną. 
- Muszę się przejść - oznajmiłam - 
- Elena, czekaj - Damon złapał mnie za rękę. Od razu po moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło.
- Pomogę ci. Tylko proszę cię, wiedz, że z bratem nie mam dobrych relacji. Ale mimo wszystko, chcę aby nie cierpiał, a on nie wie co robić w związku z tym co usłyszał o Lexi. Proszę, pomóż mu, nakieruj go, powiedz co ma zrobić - odrzekł błagalnie.
- Dobrze - westchnęłam - Przejdziesz się ze mną ? 
* * * 
Zbliżał się już wieczór, ale park ział pustkami. Liście szurały nam pod stopami, a wiatr nagle ucichł. 
- Dziękuję, że zaoferowałeś mi swoją pomoc - odparłam cicho, idąc ramię w ramię z Damonem przez park. Szliśmy tak blisko siebie, że czasami gdy stawiałam następny krok, moje ramię dotykało jego. Wampir był ubrany jak zawsze w skórzaną kurtkę, niezależnie od pogody, wyglądał zabójczo. 
- Nie ma za co - odpowiedział i po raz kolejny poraził mnie magnetyzm jego oczu. 
- Mystic Falls nic się nie zmieniło. Pamiętam jak kochałam tu spędzać czas, imprezować, spotykać się z przyjaciółmi... - urwałam - A potem wszystko zniknęło.
- Tęsknisz za tym - ni oznajmił ni zapytał.
- Tak... Chciałabym, żeby wszystko było jak dawniej, kiedy nie miałam żadnych zmartwień, kiedy ... - urwałam, nie mogłam wypowiedzieć kolejnego słowa. To miejsce, to miasto, wszystko przywoływało wspomnienia, o których chciałam zapomnieć - Przed śmiercią byłam tu z mamą u jej umierającej przyjaciółki.
- Twoja mama też była wampirem ? - spytał,siadając na ławce obok. 
Tym pytaniem zbił mnie z tropu. Powiedzieć prawdę ? Czy skłamać ? Ufałam mu. Ale ...

- Nie. Była czarownicą - odpowiedziałam hardo, siadając obok niego. 
Damon zmarszczył brwi i zamyślił się. 
Przymknęłam oczy, wsłuchując się w szum wiatru. I wszystko wróciło... 

***
- Mamo ! - krzyknęłam wbiegając do ciemnego pomieszczenia, w którym jedynym źródłem światła, były świece.
- Mamo, proszę nie ! - krzyknęłam i uklęknęłam przy łóżku, na którym leżała Isobel. Połykałam łzy, a moje ciało zaniosło się niekontrolowanymi spazmami płaczu. 
- Eleno - wychrypiała kobieta - Kochanie nie płacz.
- Mamo, co on ci zrobił ? - spytałam drżącym głosem, patrząc na zaschniętą krew na jej sukience. 
- Nic, kochanie. Nic - szepnęła i zamknęła oczy.
- Nie ! Mamo, słyszysz ? Otwórz oczy ! Mamo ! - krzyknęłam przez płacz, a po chwili poczułam jak czyjeś ręce, odciągają mnie od matki. 
- Panienko Eleno, proszę się uspo... - zaczęła Julie, służąca. 
- Nie ! Puść mnie ! - wyrwałam się i ponownie podbiegłam do łóżka matki. 
Kobieta otworzyła na chwilę oczy, ale było widać, że zbliża się koniec.
- Julie, zostaw nas na chwilę - wyszeptała słabo i zwróciła się do mnie - Eleno, musisz być silna. Jesteś wyjątkowa kochanie. 
Uniosła ostatkami sił rękę i podniosła ze stolika obok naszyjnik. Był on srebrny, z skomplikowanym wzorkiem i jakimś czerwonym kamieniem, chyba cyrkonią. 
- Będzie cię chronił. Noś go zawsze przy sobie kochanie. Jesteś wyjątkowa - powiedziała i zakaszlała mocno. - Kocham cię Eleno. 
- Też cię kocham mamo - wyszeptałam, a słone łzy płynęły mi po policzkach - Proszę nie zostawiaj mnie. 
Kobieta zamknęła oczy. Jej klatka piersiowa uniosła się jeszcze parę razy a potem opadła.
- Odeszła Eleno - powiedział głos stojący za mną.
Po chwili Julie zamknęła mnie w mocnym uścisku.
- Ciii - próbowała ukoić moje łkanie, po stracie matki.
Ale tego się nie zapomina. Ból zawsze zostaje. Wspomnienia. Kocham cię mamo. 


*** 

Odruchowo dotknęłam opuszkami palców naszyjnika. 
- Elena ? - powiedział Damon pochylając się w moją stronę - Co się stało ? 
Widocznie musiał zauważyć łzy czające się w kącikach moich oczu i zamyślone spojrzenie.
- Nic - odparłam szybko i wstałam z ławki.
Wampir rzucił mi zagadkowe spojrzenie i wstał, stając obok mnie.
Spojrzał mi prosto w oczy, a to spojrzenie zdawało się obnażać mnie ze wszystkich moich tajemnic. 
Wzięłam głęboki oddech i spuściłam wzrok. 
- Wracamy czy będziemy stać tu i marznąć ? - powiedziałam siląc się na swobodny ton.
- Wracamy - odpowiedział pewnie Damon i ruszył przed siebie.
Wypuściłam szybko powietrze z ust i ruszyłam za nim.
Za dużo wydarzeń jak na jeden dzień. 


***
Krótkie, nudne i długo czekaliście.... Wybaczycie ? :C
Ostatnio utraciłam wenę, jestem chora, uczę się wciąż i tak to wygląda.
Przepraszam, mam nadzieję, że ktoś jeszcze czyta te moje wypociny :P 



piątek, 3 października 2014

Rozdział VII

- Już jestem gotowa - oznajmiłam zadowolona, otwierając drzwi Damonowi.
Mężczyzna wziął w obie ręce moje 3 walizki z zaskakującą łatwością, jakby ważyły tyle co piórko. 
- A więc... możesz opowiesz mi coś o naszej " podróży " ? - zapytałam z ciekawością, siedząc w samochodzie, obok wampira. 
- Zwykła przejażdżka - odpowiedział wymijająco, patrząc się w boczne lusterko. Zauważyłam, że jest spięty, ale nie mogłam odkryć dlaczego.
- Coś się stało ? - spytałam cicho. 
- Nie, nic.
I tak upłynęły pozostałe godziny podróży. Czasami wymieniliśmy parę zdań, ale nie miały one najmniejszego sensu. Panującą ciszę przerywały dźwięki piosenek, lecących z radia. 
- Przepraszam - odparł nagle Damon, gdy zrobiliśmy postrój na stacji benzynowej. Mężczyzna oparł się o auto i patrzył się tępo przed siebie.
- Nie rozumiem - odpowiedziałam zmieszana - Za co przepraszasz ? 
- Za moje zachowanie. Widzisz... jestem trochę spięty, w związku z zaistniałą sytuacją - powiedział, a widząc moją zdezorientowaną minę kontynuował : - Eleno, nie zostawię cię na pastwę losu, a skoro już ze mną jedziesz, załatwię ci nocleg u mnie. Tylko... nie zwracaj uwagi na mojego brata i jego dziewczynę, ja nie mam z nimi dobrych kontaktów - rzekł zażenowany i spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie, ale.. jeśli to problem, ja mogę sobie znaleźć miejsce w hotelu i ... - urwałam.
- Eleno - zaśmiał się - Nie jesteś problemem. Wsiadaj, już jedziemy. 
Wykonałam posłusznie polecenie i wsiadłam do auta. Atmosfera się trochę poprawiła i wesoło rozmawiałam z Damonem na różne tematy. Bardzo dobrze się z nim dogadywałam, w takim stopniu, że czasami chciałam mu powiedzieć całą prawdę, zrzucić z siebie ten ciężar. Czułam się przy nim bezpiecznie i wiedziałam, że mogę mu zaufać. Po paru godzinach podróży nasz samochód wjechał na podjazd i moim oczom ukazała się ogromna willa.
- To twój dom ? - spytałam zszokowana, nie mogąc oderwać oczu od wielkiej budowli.
Damon uśmiechnął się tylko i w wampirzym tempie znalazł się po drugiej stronie auta, po czym otworzył mi drzwi.

- Dziękuję - odparłam z wdzięcznością. To cudowne uczucie, gdy nie musiałam ukrywać swojego wampiryzmu przed Damonem. 
Czarnowłosy wyjął moje walizki z bagażnika i ruszył w stronę domu. Poszłam w jego ślady, rozglądając się zaciekawiona dookoła. Willa była usytuowana w głębi lasu, z dala od cywilizacji, a dookoła była słychać tylko szum drzew. 
Gdy znaleźliśmy się przed drzwiami, Damon otworzył je przede mną i zaprosił do środka. Sam również wszedł do domu i położył walizki obok. 
- Jak się podoba ? - spytał.
Wystrój był powalający. Takie wnętrza widziałam tylko w filmach. Dom był urządzony w starodawnym stylu, odbiegającym od rzeczywistości. Wszystko było urządzone z gustem i smakiem. Dominował tu kolor czerwony, beżowy i ciemne brązy, a na podłodze leżały perskie dywany. 
- Jest... - zaczęłam, ale nie mogłam znaleźć słów na opisanie tego co widzę. Zaśmiałam się cicho i schowałam twarz w dłoniach. 
- Jest pięknie - dokończyłam, odwracając się w stronę Damona - Masz szczęście, że tu mieszkasz.
- Taak.. Jeśli o szczęście chodzi, to właśnie się kończy - mruknął i wbił wzrok w wielkie schody, prowadzące na piętro. Po chwili usłyszałam jak ktoś schodzi na dół i ujrzałam blondyna, trochę niższego niż Damon, o specyficznej, włoskiej urodzie.
- Damon ? - zapytał zirytowany idąc w naszą stronę - Co ty tu robisz, do cholery ? 
- Grzeczniej braciszku - wycedził czarnowłosy i dotknął mojego ramienia - Wybacz. O takich komplikacjach właśnie mówiłem - szepnął.
Blondyn stojący naprzeciwko przeczesał zdenerwowany włosy i westchnął.
- Przepraszam... Jestem Stefan - odparł z opanowaniem i podał mi rękę. W stosunku do mnie zachowywał się ciepło, inaczej niż do swojego brata.
- Elena - odwzajemniłam uścisk. 
- Elena przyjechała razem ze mną do Mystic Falls i będzie tu mieszkać przez jakiś czas - oznajmił chłodno Damon, po czym wziął moje walizki i ruszył po schodach na górę. Poszłam za nim, zostawiając za sobą zdenerwowanego Stefana.
- To twój pokój - oznajmił, otwierając przede mną drzwi do jednego z wielu pomieszczeń na tym piętrze. 
Weszłam do środka i rozejrzałam się dookoła z zachwytem. Wnętrze pokoju, podobnie jak całego domu miało charakterystyczny styl. Pierwszą rzeczą jaka rzucała się w oczy było wielkie łóżko z baldachimem, stojące po środku pokoju. 
- Zostawiam cię, abyś się wypakowała, jakbyś czegoś potrzebowała, mój pokój jest obok - odparł i puścił mi oczko. 
Odpowiedziałam mu uśmiechem i gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, z impetem rzuciłam się na łóżko. Westchnęłam i przymknęłam oczy. To miejsce było cudowne, a dom... bajka. Nie wierzyłam, że znajduję się w takim miejscu, w dawno niewidzianym przeze mnie Mystic Falls i z Damonem u boku. 
- Żyć nie umierać - mruknęłam i przewróciłam się na drugi bok. Za parę minut miałam zamiar się powoli rozpakowywać, aby zdążyć przez zmierzchem udać się na mały spacer. 
*** 
Po rozpakowaniu rzeczy, bez zastanowienia ruszyłam na dół do wielkiego salonu. Nie zastałam tam Damona, ale za to zauważyłam siedzącego i pijącego whisky Stefana. Chłopak był miły w stosunku do mnie, więc pomyślałam, że mogę z nim swobodnie pogadać. 
- Jak ci się podoba to miejsce ? - zagadnął, widząc jak siadam obok niego na kanapie i odłożył szklankę - Nalać ci ? 
- Poproszę - odparłam i założyłam nogę na nogę - Miejsce jest cudowne, jak i ten dom. A Mystic Falls w ogóle się nie zmieniło.
- Damon wspomniał, że jesteś wampirem - zaczął - Mieszkałaś kiedyś w Mystic Falls ? 
- Tak, przez 2 lata, ale urodziłam się w Bułgarii i tam spędziłam 19 ludzkich lat mojego życia. Jak rozumiem ty też jesteś ... 
- Tak, jestem wampirem - roześmiał się blondyn, podając mi szklankę whisky. 
- Dziękuję - powiedziałam i upiłam łyk alkoholu. 
- Widzę, że zacieśniacie więzy - rozległ się ironiczny głos Damona.
Na dźwięk jego głosu podskoczyłam jak oparzona i odwróciłam się w jego stronę.
- Tak się złożyło, że tak - odpowiedział z przekąsem Stefan, ignorując ironiczny ton brata.
Damon już otworzył usta, aby coś wtrącił, gdy nagle zamilkł.
- No widzisz braciszku kto wstał i do ciebie idzie ? - odparł z ironią w głosie i skierował swój wzrok na schody.
Wszyscy słyszeliśmy kroki dobiegające z góry i stopniowo głośniejsze, podążające w naszą stronę. Słyszałam bicie serca i trochę zdziwiłam się skąd w mieszkaniu pełnym wampirów jest człowiek. 
Po chwili naszym oczom ukazała się 18 letnia dziewczyna, o długich do ramion blond włosach i niebieskich jak lazur oczach. Miała jasną karnację i delikatną posturę. 
- Hej Stefan - powiedziała dźwięcznym głosem i ruszyła w kierunku kanapy, na której siedziałam ja i blondyn.
Na jej widok zaniemówiłam. Wszystkie moje mięśnie naprężyły się jak u kobry szykującej się do ataku.

- Eleno, to moja dziewczyna Lexi. Lexi to Elena, przyjaciółka Damo.. - Stefan urwał. Nie dałam mu dokończyć zdania, bo rzuciłam się na dziewczynę. 
To był taki odruch. Przygwoździłam ją do ściany, a wokół moich oczu zaczęły pojawiać się czerwone żyłki. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić czyjeś silne ręce odepchnęły mnie od dziewczyny, a potem poczułam jak Damon zabiera mi ręce do tyłu i więzi w żelaznym uścisku.
- Puść mnie ! - krzyknęłam, wyrywając się spod kontroli Damona. Jego uścisk słabł, bo byłam od niego silniejsza, ale nie dawał za wygraną. Kły boleśnie wbijały mi się w wargi, a podświadomość kazała mi zabić dziewczynę. 
- Elena ! - Damon wrzasnął i obrócił mnie twarzą do siebie - Przestań !
Nagle jego słowa zaczęły do mnie docierać. Co ja...
Spojrzałam w stronę Stefana, który trzymał w objęciach trzęsącą się blondynkę.
- Ona musi zginąć ! - krzyknęłam zrozpaczona i podjęłam kolejne próby uwolnienia się z silnego uścisku.
- Zabierz ją na górę - rozkazał Damon, a Stefan wraz z dziewczyną zniknęli na piętrze.
- Co ci odbiło Elena ? - powiedział zdenerwowany mężczyzna poluźniając uścisk.
Zdenerwowana i roztrzęsiona przeczesałam palcami nerwowo włosy.
- Ona musi zginąć... ona przyniesie nam wszystkim śmierć... jak oni się dowiedzą... oni mnie zabiją ! Zabiją nas wszystkich ! - łkałam, upadając na podłogę. Damon uklęknął przy mnie i objął mnie ramieniem.
- Kto się dowie ? - zapytał.
Nie wydusiłam z siebie żadnego słowa, tylko wstałam z klęczek i usiadłam na kanapie. Damon usiadł obok mnie i wbił we mnie wzrok, który wskazywał na to, że oczekuje wyjaśnień. 
- Ja... nie wiem jak to wytłumaczyć... - wyjąkałam, cała się trzęsąc. teraz kiedy zobaczyłam tą dziewczynę, wiedziałam, że mnie odkryją. To będzie koniec. 
- W 1835r. w Bułgarii mieszkała pewna piękna dziewczyna. Pochodziła z bogatego rodu i nazywała się Katherine. Przyjechała do posiadłości Mansonów, bogatych kupców udając sierotę z Atlanty. Parę miesięcy później do miasta przybył panicz Niklaus Mikaelson wraz z bratem Elijah. Obaj spotkali się z Katherine na balu założycieli miasta i dziewczyna od razu przyciągnęła uwagę młodszego brata, Niklausa. Ten nie dowierzając własnym oczom, nie mógł uwierzyć, że nie jest jego poprzednią miłością - Tatią Petrovą. Tatia pochodziła z linii sobowtórów, bardzo niezwykłej linii. Sobowtóry były wykorzystywane do łamania różnych klątw, ponieważ ich krew miała niezwykłą moc. Gdy Niklaus poznał Katherine, chciał ją wykorzystać do złamania klątwy słońca i księżyca, ponieważ był hybrydą - pół wampirem, pół wilkołakiem. Gdyby złamał tą klątwę, mógłby przemieniać się kiedy chce i nic by go nie ograniczało. Byłby bardzo potężny i mógłby stworzyć nowe hybrydy. Elijah przejrzał zamiary brata i powiedział wszystko Katherine, bo się w niej zakochał. Dziewczyna tego samego wieczoru, którego dowiedziała się o zamiarach Mikaelsona, uciekła z balu i biegła przed siebie. Nie wiem co się z nią dalej stało, ale wiem, że popełniła samobójstwo, ponieważ krew wampira sobowtóra, nadal ma niezwykłe właściwości, ale nie łamie klątw. Więc Katherine stała się bezużyteczna, a gdy Niklaus dowiedział się o tym co stało się z Katherine, zaczął ją ścigać. Podobno jej ucieczka trwa już parę stuleci. Katherine Petrova była ostatnią z linii sobowtórów. A przynajmniej miała być. Pamiętasz jak spotkałeś mnie w barze, wymawiając imię : Katherine ? Zakładam, że chodziło ci o tą samą Katherine, ponieważ... - urwałam.
- Elena ? - spytał zaniepokojony Damon.
- Ja także jestem sobowtórem z linii Petrovych - wydusiłam.
- Ale przecież mówiłaś, że Katherine... - zaczął zdezorientowany, ale i zszokowany historią którą mu opowiedziałam.
- Katherine miała być ostatnia, ale parę lat później urodziłam się ja. Nikt nie wie o moim istnieniu, bo nie wiadomo, moja krew może pomóc w złamaniu klątwy. W końcu miało już nie być sobowtórów, a nagle pojawiłam się ja. Więc ukrywam się Damon, po prostu muszę - odparłam ciężko. 
- A co do tego ma atak na Lexi ? - zapytał, bacznie mi się przyglądając.
- Legenda mówi, że klątwę może złamać krew sobowtóra lub krew ostatniego członka rady założycieli Mystic Falls. Gdy umarła Jenna, założycielka Mystic Falls, powiedziała, że ten kto będzie wyglądał tak samo jak ona, będzie ostatnim członkiem rady. A nie ma takiej opcji, że to przypadek. Uwierz, mi Lexi wygląda jak Jenna. Jest ostatnim członkiem rady. A jej krew może złamać klątwę... 


_____________________________________________________
Czytasz = komentujesz ! < proszę :C > 
Jest nowy rozdział :) Może trochę pogmatwany, ale mam nadzieję, że da się zrozumieć ;) 
Szkoda, że tak mało osób komentuje rozdziały... :C Wielka szkoda...
No, ale cóż... Skoro tak nagle spadła liczba komentarzy, może robię coś źle ? :(
Mówcie wampirki, a poprawię się !
Następny rozdział będzie jak bd powyżej 10 komentarzy. Wtedy zacznę pisać rozdział ( jak bd miała wenę ! ) :*
Miłego wieczorku 
+ jak wrażenia po pierwszym odcinku 6 sezonu ? Ja się popłakałam, jak widziałam Delenę, kochaną Delenę w kaplicy... Boże, czemu to tylko wytwór wyobraźni Eleny ? :C I ta końcówka... Ja się nie zgadzam, aby Alaric zauroczył Elenę, aby zapomniała o Damonie, no nie nooo ;C 

niedziela, 21 września 2014

Rozdział VI

Obudziłam się wcześniej niż zwykle i spojrzałam na śpiącą obok blondynkę. Oddychała spokojnie i cicho pochrapywała. Uśmiechnęłam się na widok śpiącej Caroline i delikatnie wstałam z łóżka, aby nie obudzić dziewczyny. 
Zeszłam na dół i skierowałam się w stronę łazienki. Była 6 rano, a ja czułam się w pełni wypoczęta, więc postanowiłam powoli szykować się na zajęcia. Stojąc przed lustrem i czesząc włosy, myślałam intensywnie o Damonie. Nie widziałam go już prawie 2 dni, a jednak brakowało mi go, a przecież prawie go nie znałam. Musiałam przestać zaprzątać sobie głowę mężczyznami i skupić się na swoim życiu. Zdarzało mi się nieraz ingerować w życie innych, co miało nieprzyjemne skutki, więc musiałam przestać o nim myśleć. 
- Łatwiej powiedzieć niż zrobić - mruknęłam na przekór moim myślom. Potrząsnęłam lekko głową i delikatne loki na mojej głowie opadły na moje ramiona. Zadowolona z efektu uśmiechnęłam się do swojego odbicia. 
- Dzień dobry śpiochu - odparłam wesoło nie odwracając się. Za mną oparta o framugę drzwi stała Caroline. 
- Dobry - zaśmiała się i pokręciła głową - Cieszę się że jesteś w lepszym nastroju niż wczoraj - oznajmiła lustrując mnie uważnie wzrokiem. Puściłam jej ostatnią uwagę mimo uszu i wyszłam z łazienki. 
- Za 20 minut masz być gotowa ! Inaczej spóźnimy się na wykłady - odkrzyknęłam wchodząc na piętro. 
Gdy weszłam do sypialni Caroline, rozejrzałam się dookoła i otworzyłam pierwszą szafkę w jej szafie. Często, gdy nocowałyśmy u siebie, rano wymieniałyśmy się ubraniami, więc na dobrą sprawę mogłam pożyczyć któreś z jej ubrań. Mój wybór padł na niebieski, lekko obcisły top i czarne rurki. Do tego wybrałam czarne szpilki, które dodawały mojemu strojowi elegancji i sprawiały, że właściciel który je nosił wyglądał bardzo kusząco. Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam wkładać na siebie wybrane ciuchy. 
Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół do salonu i usiadłam na kanapie, czekając na kanapie.
- Pośpiesz się Care - krzyknęłam i włączyłam komórkę. Na wyświetlaczu widniało powiadomienie o 5 nieodebranych połączeniach. Kto mógłby się tak do mnie dobijać ? Gdy kliknęłam na ikonkę nieodebranych połączeń wyświetliła mi się nazwa. 
- Oczywiście- mruknęłam i odczytałam imię. Damon. 
- Już jestem - oznajmiła Caroline, zarzucając sobie torebkę na ramię - Idziesz ?
- Tak, tak - odparłam szybko i usunęłam powiadomienia. Chwyciłam w locie moją torbę i wyszłam z domu.

***
- Panno Gilbert jaka jest odpowiedź na to pytanie ? - z zamyślenia wyrwał mnie głos nauczyciela uczącego biologii.
W popłochu próbowałam sobie przypomnieć o co pytał, ale bezskutecznie.
- Radziłbym na drugi raz bardziej uważać - przypomniał groźnie patrząc w moją stronę i wrócił do prowadzenia lekcji. Od rana chodziłam jak nieprzytomna, a głowę zaprzątały mi miliony myśli. Nie potrafiłam na niczym skupić swojej uwagi. Pochyliłam się nad zeszytem i zaczęłam notować. 
Parę minut potem do sali biologicznej zapukał pewien mężczyzna.
- Czy można prosić na chwilę Elenę Gilbert ? – powiedział męski głos i moim oczom ukazał się Damon. Otworzyłam szeroko oczy i zamarłam. Czego on do cholery ode mnie chce i to w środku lekcji ? Skąd…
- Hmm.. tak proszę. Eleno ktoś do ciebie – powiedział nauczyciel i skinął głową w moją stronę. Niepewnie wstałam z miejsca i wyszłam z sali.
- Co ty tu robisz ? – warknęłam gdy znaleźliśmy się na korytarzu.
- Nie pogrywaj ze mną Elena. Wiem co widziałem i oczekuję tego, że mi wszystko wytłumaczysz – odpowiedział tym samym tonem – Po prostu pogadajmy – dodał łagodniej patrząc mi głęboko w oczy.
Od tego spojrzenia lekko zakręciło mi się w głowie, po czym westchnęłam ciężko.
- Dobrze. Tylko napiszę Caroline, że nie wrócę na lekcje i żeby wzięła moje rzeczy – powiedziałam zrezygnowana i wyciągnęłam komórkę.
Po napisaniu sms’a ruszyłam z Damonem w stronę jego samochodu. Mężczyzna otworzył przede mną drzwiczki, a ja wsiadłam do środka i wbiłam wzrok w szybę. Droga do mojego domu minęła w całkowitym milczeniu, a ciszę przerywała cicha piosenka z radia.
- To tutaj – odparłam cicho, mimo to że Damon wiedział gdzie mieszkam. Wyłączył silnik i przez chwilę zamarł w bezruchu.
- Jesteś zła ? – zapytał patrząc się w moją stronę.
- Nie. Chodźmy – odpowiedziałam wymijająco i wyszłam z samochodu. Wyciągnęłam z kieszeni klucze i otworzyłam drzwi.
- Wejdź.
***
- Po prostu nie mogę pogodzić się z tym faktem. Po co ryzykowałaś i przyszłaś na polanę ? W ogóle skąd wiedziałaś, że tam jestem ? – zasypał mnie pytaniami, gdy usiedliśmy na kanapę.
- Nie wiedziałam. Po prostu… - urwałam i zastanawiałam się jak wyplątać się z tej sytuacji. Musiałam skłamać – Byłam na spacerze w pobliżu i usłyszałam krzyki.
Damon pokręcił z niedowierzaniem głową i upił łyk burbonu. Wiedziałam, że mi nie wierzy, ale to nie było najważniejsze. Innego wytłumaczenia nie znajdę.
- Damon.. mieszkałeś w Mystic Falls ? Masz tam jakąś… rodzinę ? – zapytałam niepewnie.
- Mieszka tam mój brat i jego dziewczyna, Lexi – odparł odkładając szklankę – Jutro wyjeżdżam – dodał.
- Co ? – wymknęło mi się. Popatrzyłam na niego oszołomiona. Nie chciałam, żeby wyjeżdżał.
- Powiedzmy, że mam w Mystic Falls coś do załatwienia. Wiesz, to miasto jest nieprzewidywalne – odparł z uśmiechem.
- Nie rozumiem. Dlaczego tak nagle wyjeżdżasz ? Czy nie przyjechałeś do Nowego Yorku, aby się zabawić ? – zapytałam lekko oburzona jego decyzją.
- Owszem, ale sprawy wyższej wagi wzywają – oznajmił i podniósł się z kanapy – Będę się zbierał – odparł.
Już miałam go zatrzymać, aż nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
- Damon… czy będę mogła się z Tobą zabrać ? Dawno nie byłam w Mystic Falls – powiedziałam uśmiechając się.
- W sumie, czemu nie – zastanowił się – A przypadkiem nie masz studiów na głowie ?
- Aktualnie przechodzą na drugi plan – odparłam wesoło, a w środku skakałam z radości.
Coś ciągnęło mnie do tego mężczyzny, coś co nie pozwalało mi, abym pozwoliła mu wyjechać.
- Przyjadę po ciebie o 9, bądź gotowa – odparł na wychodnym i uśmiechnął się łobuzersko.

Czułam, że zapowiada się ciekawa podróż…

__________________________________________________________________________
Krótki rozdział, ale cóż... Pisany na szybko :P 
trochę mnie to zmartwiło, że pod ostatnim postem było aż 100 wyświetleń a ledwo 9 komentarzy :C
Proszę, jeśli czytacie rozdział, skomentujcie, nie wiecie nawet jaka to radość ! Możecie nawet skomentować jako Anonimowy :) 
Następny rozdział dodam/ zacznę pisać jak będzie ponad 10 komentarzy ! 
Buźka <3 

niedziela, 14 września 2014

Rozdział V

Przewracałam się z boku na bok. Łzy ciekły mi po policzkach a głowę rozsadzał ból. Sen nie przynosił ukojenia, a wręcz przeciwnie. Zmęczona dzisiejszym wieczorem próbowałam zasnąć. Nie wiem kiedy, ale udało mi się.

Biegłam przez gęsty las. W górze, na niebie pełnym gwiazd widniał księżyc.
 Za parę dni miała być pełnia, a potem zaćmienie księżyca. To bardzo rzadkie zjawisko, ale w ciągu swojego długiego życia, miałam okazję je parę razy zobaczyć. Zawsze budziło we mnie wewnętrzny niepokój. Czułam czyjąś obecność, ktoś mnie gonił. Ktoś chciał mnie zabić. Poruszałam się bardzo wolno, wszystkie moje ruchy zostały opóźnione. Oddychałam szybciej, a moje serce biło szybciej niż powinno. Potknęłam się. Z mojej ręki leciała krew. Zacisnęłam zęby, próbując wytrzymać ból. Dziwne. Czemu rana się nie goiła ? Wtedy zauważyłam, że mam na sobie długą, muślinową suknię, taką samą jaką miałam balu w 18 wieku. Podniosłam głowę i ujrzałam stojącą nade mną dziewczynę o zaciętym wyrazie twarzy.
- Bonnie ! – wykrzyknęłam i próbowałam się podnieść.
Dziewczyna nie reagowała, nie mrugała, nie oddychała. Wydałam z siebie krzyk pełen przerażenia, gdy nagle ciało Bonnie upadło, a za nią stał mężczyzna w czarnym kapturze. Trzymał on serce, serce człowieka. Przez jego ciemny ubiór i kaptur zasłaniający twarz, nie mogłam go rozpoznać.
- Witaj Eleno – powiedział niskim głosem – Żegnaj Eleno.
I potem była tylko ciemność…
Otworzyłam oczy. Wokół mnie była wszechogarniająca cisza. Byłam w jakimś pomieszczeniu, sama nie wiem, ale blask ze wszystkich stron oślepiał mnie, że nie mogłam otworzyć do końca oczu.
Nagle znikąd pojawiła się przede mną młoda kobieta o brązowych włosach i czekoladowych oczach. Miała łagodny wyraz twarzy, a jednocześnie zatroskany, jakby martwiła się o swoje dziecko.
- Mamo – szepnęłam niedowierzając temu co widzę. Łzy popłynęły mi po policzkach i wstałam z podłogi – Mamo !
Rzuciłam się kobiecie na szyję i gorzko załkałam, niczym małe dziecko, które przychodzi do matki, gdy się skaleczyło lub upadło.
- Moje kochanie – powiedziała po bułgarsku kobieta i odwzajemniła uścisk. Przez chwilę kołysała mnie w swoich ramionach, próbując mnie uspokoić. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. To wyglądało jak rzeczywistość. Kobieta rozluźniła uścisk i dokładnie mi się przyjrzała.
- Eleno kochanie… uważaj na siebie. Jesteś wyjątkowa i bardzo silna. Zło jest coraz bliżej i niesie ze sobą śmierć. Uważaj, do miasta zbliża się… - urwała i wydała z siebie krzyk. Krzyk przepełniony bólem. Upadła martwa.
- Mamo ! – krzyknęłam i rzuciłam się na kolana, sprawdzając puls.
- Nie, nie, nie, nie ! Nie opuszczaj mnie – łkałam, cała się trzęsąc.
- Nieładnie mi tak uciekać Eleno – zamruczał niski głos. Odwróciłam się i zanim zobaczyłam twarz mojego oprawcy pochłonęła mnie ciemność…

- NIE ! – krzyknęłam siadając na łóżku. Cała drżałam i byłam oblana zimnym potem. Trochę trwało, zanim uspokoiłam swój oddech i opadłam z powrotem na poduszkę. Spojrzałam na zegarek – 4.30.
Zajęcia zaczynają się o 8, a ja nie miałam zamiaru dłużej spać. Prawie nigdy nie miałam koszmarów, a jeśli tak, to nie aż takie realistyczne. W tym śnie wszystko było takie wyraźnie i… realne. Na samą myśl o tym przeszedł mnie dreszcz. Wstałam z łóżka i ruszyłam szybkim krokiem do łazienki. Gdy znalazłam się już przed lustrem, zapaliłam światło. Światło zalało całe pomieszczenie, dając poczucie bezpieczeństwa i ukojenia. Podparłam się o blat i westchnęłam ciężko, na myśl o mamie.
Zginęła gdy miałam 19 lat, zamordowana przez pierwotnego wampira – Klausa.
Dotchnęłam opuszkami palców naszyjnika wiszącego na mojej szyi. Był to prezent urodzinowy na moje 19 urodziny od mamy. Mówiła, że będzie mnie chronił. To były jedne z jej ostatnich słów jakie usłyszałam. Ona wiedziała, że umrze. Nie bała się śmierci. Te urodziny były moimi ostatnimi, 3 miesiące po tym jak skończyłam 19 lat, Jasper przemienił mnie w wampira.
- Na zawsze w ciele 19-letniej kobiety- pomyślałam z przekąsem.
Porzucając swoje przemyślenia, wzięłam krótki, orzeźwiający prysznic i rozczesałam włosy. Nałożyłam miętową, rozkloszowaną sukienkę oraz buty na koturnie. Jeszcze raz przejrzałam się swojemu odbiciu w lustrze i ruszyłam na dół, do salonu. Nie wiedziałam co robić, przez te 2 godziny które mi zostały, więc włączyłam telewizję i wlepiłam wzrok w ekran. 
Wskazówki zegara poruszały się w wolnym tempie, jakby w ogóle nie zmieniały swojego położenia.
Wreszcie nadeszła upragniona godzina, mogłam wyjść z domu.
- Hej Caroline – przywitałam się, gdy zobaczyłam przyjaciółkę na dziedzińcu. Bardzo chciałam jej opowiedzieć swój dziwne sen, ale wydawał mi się taki osobisty, że zrezygnowałam.
- Hej Elena. Coś się stało ? – spytała zatroskana blondynka. Cała Caroline. Czasami żałowałam, że zna mnie na wylot i nawet gdy mam lekko spięte mięśnie, myśli że wydarzyło się coś złego.
- Nie. Zupełnie nic – uśmiechnęłam się sztucznie – Chodźmy, wykłady zaraz się zaczną.
Przyjaciółka pokręciła głową z powątpiewaniem i ruszyła za mną.
- Zaraz. Gdzie jest Bonnie ? – spytałam i stanęłam jak wryta – Nigdy nie opuściłaby zajęć, bez powiadomienia nas o tym.
- Ja… nie wiem Elena. Może zapomniała, może coś jej wypadło. Zadzwonimy do niej po lekcjach. Chodź – odparła niepewnie i pociągnęła mnie za rękę.
Zmarszczyłam brwi, ale ruszyłam posłusznie w stronę budynku.
Lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie, a gdy zabrzmiał upragniony dzwonek zwiastujący koniec ostatniej lekcji, szybko spakowałam swoje rzeczy do torby.
Właśnie miałam wychodzić z sali, ale ktoś złapał mnie za rękę i odchrząknął znacząco.
- Elena, może dziś wpadniesz do mnie na noc ? Mama ma nocny dyżur, więc… cały dom dla nas – oznajmiła z uśmiechem Caroline.
- W sumie… - zastanowiłam się – Niezły pomysł. Będę o 18, tylko zajdę do domu i się spakuję – odparłam i zarzuciłam torbę na ramię.
- Idziemy ? – spytała blondynka. Skinęłam potakująco głową i wyszłyśmy z sali.
Gdy wychodziłyśmy z akademika, Caroline nagle się zatrzymała i o mały włos a wpadłabym na nią.
- Caroline co się … - urwałam, gdy zobaczyłam kto stoi na parkingu.
Czarnowłosy mężczyzna oparty o swoje czarne volvo.
- Czy to nie ten mężczyzna z baru ? – zapytała nieufnie blondynka.
- Ten sam – westchnęłam patrząc się na Damona – Powiedz mu, że śpieszyłam się do domu – odparłam szybko i ruszyłam w kierunku domu.
- Elena zaczekaj – krzyknął Damon, ruszając w moją stronę. Gdy stanął naprzeciwko mnie, wszystkie spojrzenia były zwrócone w naszą stronę. Dziewczyny chichotały cicho, trącały się znacząco, a niektóre patrzyły na nas z zazdrością.
- Co ty tu robisz ? – syknęłam – Wyjaśniliśmy sobie wszystko.
- Otóż, to Elena, nic sobie nie wyjaśniliśmy. Uciekłaś, nie pamiętasz ? Domagam się wyjaśnień, bo to co się wczoraj zdarzyło, raczej nie było normalne – odparłam zdenerwowany.
Rozejrzałam się spięta dookoła i popatrzyłam Damonowi prosto w oczy.
- Do widzenia Damon – powiedziałam wymijająco i odeszłam szybkim krokiem, zostawiając za sobą dziedziniec i Damona.
Caroline wszystko widziała i czułam, że dziś wieczorem będę musiała się jej ostro tłumaczyć. Cóż, zawsze mogę coś nazmyślać, Care nie zna prawdy. Nikt nie zna prawdy.
***
- Caroline nie zaczynaj ! – powiedziałam po raz kolejny uniesionym głosem. Moja przyjaciółka próbowała wyciągnąć ze mnie jakiekolwiek informacje na temat dzisiejszego zajścia na dziedzińcu.
- Elena co wczoraj się wydarzyło ? Chodzisz dziś jak jakiś trup a nagle pojawia się Damon i oczekuje od Ciebie jakiś wyjaśnień !
- To nie twoja sprawa Care – wycedziłam i nakryłam się poduszką.
- Jestem twoją przyjaciółką mam prawo poznać prawdę ! – wykrzyknęła i zrzuciła ze mnie poduszkę.
- Caroline ! Przyszłam do ciebie na babski wieczór a nie na przesłuchanie ! – oparłam ze złością i zeskoczyłam z łóżka na którym siedziałyśmy. Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Lekki wiatr owiał moją twarz i trochę mnie uspokoił.
- Dobra, przepraszam. Ale to nie znaczy, że dam spokój – odparła zakłopotana Caroline – Hej co jest grane ? – spytała podchodząc do mnie i przytulając mnie mocno.
- Bonnie nie odbiera telefonów – powiedziałam drętwo, pokazując jej ekran mojej komórki. Widniał na nim napis : 20 nieodebranych połączeń : Bonnie Bennet.
- Też do niej dzwoniłam. To samo, poczta głosowa – westchnęła cicho i rzuciła się na łóżko. Dołączyłam do niej i przez parę minut leżałyśmy tak w ciszy.
- Jak myślisz coś jej się stało ? – spytała cicho blondynka.
- Nie wiem – odparłam i wbiłam wzrok w sufit. 


----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, wiem krotki rozdział... No ale pojawił się bardzo szybko, nieprawdaż ? Dostałam nagłego ataku weny i pomyślałam, że ten rozdział będzie takim pocieszeniem, bo na pewno w ciągu tygodnia nic nie napiszę. 
Jak się podoba ? 
Czytasz = komentujesz 
Proszę to dla mnie motywacja :') 
Jeśli nie masz konta na bloggerze, to możesz skomentować jako anonimowy, a ja będę szczęśliwa i zmobilizowana do pracy ! 
* już 2.10 premiera TVD *U* nie mogę się doczekać ! * 



sobota, 13 września 2014

Rozdział IV

- Cholera … - przeklęłam w myślach. 
Naprzeciwko mnie siedziała młoda dziewczyna o czarnych jak węgiel włosach i takich samych oczach. Ale to nie wygląd tu chodziło. Przynależała do innej rasy. Była wilkołaczycą. Szybko odwróciłam się w stronę Damona.
- Emm.. Damon przepraszam cię na chwilę, muszę wyjść do łazienki – oznajmiłam i podniosłam się z krzesła. Bałam się zostawiać go sam na sam z tą dziewczyną, ale ostatecznie wyszłam.
Gdy weszłam do łazienki, wyminęłam 2 dziewczyny przeglądające się w lustrze i poszłam na sam koniec korytarza luster, aby zaznać trochę prywatności. Przeczesałam palcami włosy i westchnęłam ciężko. Życie wampira pozornie wydaje się łatwe – mamy przecież tyle zalet i umiejętności, które ułatwiłyby niejednemu człowiekowi życie. Jednak pozory mylą – nasze człowieczeństwo w pewnym sensie nas niszczy. Poczucie winy podczas zabijania jest wielkie, jak i  wyrzuty sumienia po dokonanym czynie. Dlatego niektórzy wyłączają swoje człowieczeństwo i korzystają w pełni ze swojego wiecznego życia.
Damon
W moich myślach kłębiły się tysiące myśli. Dominującym uczuciem była żądza zemsty. Tak bardzo chciałem urwać łeb tej dziewczynie. Pamiętałem ją dobrze. Nawet zbyt dobrze. Miriam – żądna zemsty wilkołaczyca. Za to, że wybiłem jej rodzinę pragnęła zemsty. Znalazła mnie po paru latach i chciała mnie zabić. Wtedy żyłem pełnią życia z Rose- moją przyjaciółką i wierną kompanką. Spotkałem ją podczas imprezy w jednym z barów w Mystic Falls, wtedy ja i Rose byliśmy tam stałymi bywalcami. Gdy mnie zobaczyła zagroziła mi śmiercią, na co ja ją wyśmiałem. Widocznie popełniłem błąd. Była pełnia. Wraz z Rose wracaliśmy do domu w świetnych humorach. Żartowaliśmy i śmialiśmy się. Zupełnie jak nastolatki wracające z dobrej imprezy. Wtedy usłyszałem wycie. Nie zdążyłem się obejrzeć a chwilę później Rose kotłowała się z Miriam na ziemi. Rzuciłem się na nią i próbowałem ją odepnąć. Niestety było już za późno, na szyi Rose widniała głęboka rana, powiększająca się z każdą chwilą. Nim się obejrzałem Miriam już nie było. Zostałem sam z konającą z bólu przyjaciółką. Nim doniosłem ją do domu jej stan był krytyczny. Rana rozrosła się i nie goiła. Wiedziałem, że to koniec. Musiałem patrzeć jak bardzo cierpi. Nie mogłem. Położyłem ją delikatnie na łóżku i korzystając z tego, że była słaba wszedłem w jej umysł. Stworzyłem iluzję jej wcześniejszego życia. Zadbałem o wszystkie szczegóły, o to żeby nie czuła bólu, tylko aby żyła wiecznie w wyśnionym świecie. Potem wziąłem kołek do ręki. W ostatniej chwili chciałem uciec z tego miejsca, obrzydzał mnie czyn który miałem wykonać. W sekundę opamiętałem się i wbiłem kołek w pierś Rose. Ostatni oddech. Cisza. Moja przyjaciółka odeszła. Pocieszała mnie myśl, że umarła z myślą, że jest razem ze swoją rodziną. Szczęśliwa. A jedynie czego pragnąłem to zemsta...
Korzystając z chwili, że wilkołaczyca opuściła bar i udała się w stronę łazienki, wyjąłem z kieszeni małą torebkę z białym proszkiem w środku. Dosypałem jej trochę do drinka, mało aby nie wyczuła podejrzanego zapachu, ale wystarczająco aby sprawić jej ból. Taka dawka nie zrobi jej krzywdy, ale to był dopiero początek tego co zamierzam zrobić.


Elena
Biłam się z myślami i obwiniałam się za nieodpowiedzialność, gdy do łazienki weszła wilkołaczyca. Opuściłam głowę, tak aby moje długie włosy zasłoniły mi twarz i podparłam się rękoma o blat umywalki. Dziewczyna przejrzała się jeden raz w lustrze, poprawiła sobie makijaż i opuściła pomieszczenie. Odetchnęłam z ulgą i odrzuciłam do tyłu włosy. Czego ja się tak ukrywam ? Przecież jestem silniejsza. Ale nie będę demonstrować mojej siły, więc w popłochu unikam kontaktu ze wszelkimi istotami nadnaturalnymi. Mój głupi mechanizm obronny. Poprawiłam włosy i wyszłam z łazienki, bo w końcu ile mogłam tu siedzieć ?
Nim zdążyłam wyjść z pomieszczenia stanęłam jak wryta. Damon rozmawiał z tą dziewczyną. Dzisiaj była pełnia, widocznie nie zdawał sobie sprawy jak bardzo to niebezpieczne. Cóż - był tylko człowiekiem.
- Hej już jestem – oznajmiłam radośnie, ukrywając targające mną emocje – mieszankę niepokoju i strachu.
- Świetnie, bo miałem właśnie postawić ci kolejnego drinka – powiedział uśmiechając się i podsunął mi krzesło.
- Dzięki – szepnęłam i usiadłam. Dyskretnie rozejrzałam się dookoła i kontynuowałam przerwaną rozmowę z Damonem. Parę minut później widziałam jak wilkołaczyca siedząca obok podnosi szklankę i krzywi się, zanim przytknęła ją do ust. Nagle poderwała się z krzesła i podeszła do Damona.

- Ty … - syknęła i zacisnęłam dłonie w pięści. Nie zwracała uwagi na otaczający ją tłum, zresztą słusznie bo wszyscy byli pijani i nie myśleli trzeźwo. Miałam cichą nadzieję, że dziewczyna pomyliła Damona z kimś innym, ale szybko rozwiała moje wątpliwości.
- Myślałeś że się nie zorientuje ? Ty podstępny chamie. Chciałeś mnie otruć cwaniaczku. Myślałeś, że nie wyczuje tojadu ? – warknęła i zmierzyła Damona spojrzeniem z serii „ te co zabijają ”.
- Cóż, miałem taką nadzieję, bo nic nie przeczy temu że jesteś taka pusta jak parę lat temu – odpowiedział gniewnie, wstając z miejsca.
Barman obrzucił ich spojrzeniem i wrócił do swoich obowiązków. Widocznie takie widoki były codzienne, więc nie zwracał na nich uwagi.
- Chcesz skończyć jak Twoja przyjaciółka ? Lepiej uważaj i popatrz w niebo i jeszcze raz pomyśl czy dziś, właśnie dziś chcesz ze mną dyskutować – powiedziała ze złością i głosie i już miała się rzucić na Salvatora.
- Hej, zostaw go – krzyknęłam i stanęłam obok Damona. Wilkołaczyca zmierzyła mnie pełnym nienawiści spojrzeniem i cicho warknęła.
- Elena, nie mieszaj się w to – odparł cicho Damon, lekko odciągając mnie od rozwścieczonej dziewczyny.
Nie wiedziałam jak ich powstrzymać przez bitką, bez budzenia jakichkolwiek podejrzeń, więc cofnęłam się o krok i lekko się zachwiałam.
- Damon, proszę, odprowadzisz mnie do domu ? Kręci mi się w głowie – szepnęłam słabo, podpierając się o blat baru. Mężczyzna od razu znalazł się obok mnie, więc widocznie połknął haczyk. Rzucił ostatnie zawistne spojrzenie wilkołaczycy i ruszył ze mną do wyjścia, cały czas obejmując mnie w talii i asekurując mnie, na wypadek gdybym upadła.
Gdy byliśmy już na parkingu przy wejściu do lokalu, wpadła mi na myśl jedna sprawa.
- Zapomniałam torebki. Zaraz wracam – powiedziałam i uprzedzając jego pytania ruszyłam w stronę lokalu.
Na szczęście w łazience przy lustrze stała dziewczyna, z którą kłócił się Damon. Widocznie nie wyczuła mojej obecności, bo gdy nagle ujrzała moje odbicie w lustrze za sobą, podskoczyła.
- Co do … - urwała widząc moją zawziętą minę.
- Jeśli cokolwiek zrobisz Damon’owi to osobiście się policzymy – syknęłam, robiąc krok w jej stronę.
- Złotko, nie mieszaj się do rzeczy, o których nie masz pojęcia. Już lepiej się czujesz ? Główka nie boli ? – odparła ironicznie i prychnęła, rzucając mi lekceważące spojrzenie.
I tu popełniła błąd. Nagle przestało być dla mnie ważne cokolwiek, czy mnie odkryją czy nie.
W ułamku sekundy złapałam ją za szyję i przycisnęłam do pobliskiej ściany. Była zaskoczona takim obrotem akcji i próbowała się wyrwać. Niestety, na próżno. Wzmocniłam uścisk.
- Po pierwsze nie jesteśmy na ty. Po drugie nie będziesz mi rozkazywać. A po trzecie… złotko to ty uważaj na mnie – syknęłam i przymrużyłam oczy. Popchnęłam ją z takim impetem że rozbiła lustro. Na podłodze poniewierały się odłamki szkła, a parę z nich wbiło się w skórę wilkołaczycy.
Nagle dziewczyna krzyknęła i zaczęła się wić po podłodze. Ja stałam naprzeciwko niej i uśmiechałam się władczo.
- Do zobaczenia. Zakładam, że nadejdzie szybko – rzuciłam na odchodnym i wyszłam z łazienki.
- Już jestem – odparłam radośnie będąc przy Damonie.
- Znalazłaś torebkę ? – zapytał i spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Tak, cała i zdrowa –zażartowałam i uniosłam czerwoną torebkę do góry. Oczywiście nie była moją własnością, ukradłam ją przy wyjściu.
Damon uśmiechnął się tylko i powoli ruszyliśmy. Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim, opowiedziałam mu wymyśloną historyjkę o mojej rodzinie i wrażeniach szkolnych.  
- Dziękuję za odprowadzenie – odparłam z wdzięcznością, rzucając mu pożegnalne spojrzenie. Wiedziałam że w każdej chwili możemy się spotkać, ponieważ wymieniliśmy się numerami telefonów. O tym szczególe po raz drugi nie śmiałam zapomnieć – Sam dasz radę pójść do domu ? Może zamówić ci taksówkę ? – spytałam z troską.
Damon prychnął śmiechem i uśmiechnął się łobuzersko.
- Eleno, nic mi nie grozi. Jestem dużym chłopcem – odparł i pożegnał się ze mną.
Zaczęłam szukać w kieszeni spodni kluczy, a kiedy je znalazłam otworzyłam drzwi. Weszłam do środka i zapaliłam światło w salonie. Po krótkim prysznicu, przebrałam się w koszulę nocną i spróbowałam zasnąć. Nie wiem ile spałam ale obudziłam się w środku nocy. Na zewnątrz słyszałam cykanie świerszczy i ciche pohukiwanie sowy. Coś kazało mi wstać z łóżka. Nie wiem co to było, ale mimowolnie ubrałam się w jeansy i nałożyłam bluzę. Wyszłam z domu, zamknęłam dokładnie drzwi. Jakaś siła, nie umiałam określić co to ciągnęła mnie do lasu za moim domem. Coś nakazywało mi tam iść. I postanowiłam, że zaufam intuicji.
***

http://www.youtube.com/watch?v=oN2Xs-MvxLw  <- włącz podczas czytania tej części :) 

Przedzierałam się przez gęste chaszcze, które zaczepiały się o moje ubrania. Nie dbałam o podarte jeansy i poszarpaną bluzę. W wampirzym tempie biegłam przez las. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, każdy szczegół nie mógł umknąć mojej uwadze.
Nagle zatrzymałam się. W oddali dało się słyszeć jakieś szmery. Na oko 40 km stąd. Ruszyłam przed siebie, w kierunku dźwięku. Gdy byłam coraz bliżej słyszałam głosy. Głosy mężczyzn i kobiet. Nie mogłam określić ilu ich tam jest, ale ich głosy były podniesione, a niektóre szeptały niskim głosem groźby. Po lesie rozległ się przeraźliwy krzyk, przepełniony bólem. Biegłam szybciej. Nie wiedziałam co robię, moje ciało i moje myśli były dwoma różnymi biegunami. W głowie kotłowały mi się najróżniejsze myśli, a nawet wizje. To mnie rozsadzało od środka.
Dotarłam na miejsce. Stałam na wzgórzu, a na dole rozciągała się polana, otoczona drzewami. Zdziwiłam się, przecież polany, są w odosobnieniu, nie ma w zasięgu drzew. Ale nie to było teraz najważniejsze. Na dole, stało 6 osób, jeden czarnowłosy mężczyzna a naprzeciwko niego grupka ludzi : 4 mężczyzn i kobieta. Kobieta o czarnych jak węgiel włosach. I czarnowłosy mężczyzna.
- Tylko nie to – przemknęło mi przez myśl. W jednej sekundzie znalazłam się na polanie. Na mój widok wszyscy obrócili się w moją stronę, gotowi do ataku, niczym atakujące kobry. Tylko jeden mężczyzna spojrzał na mnie zaskoczony i ze strachem w oczach.
- Elena – szepnął. Nic więcej nie trzeba było mi usłyszeć. Wiedziałam, że nam wszystkim grozi niebezpieczeństwo. Podeszłam do niego i dotchnęłam jego ramienia.
- Damon, zaufaj mi – powiedziałam cicho i spojrzałam przed siebie. Nad nami na bezgwiezdnym niebie widniał wielki księżyc. Księżyc w pełni.
- Widzę Damonie, że zwabiłeś tu swoją nieobliczalną towarzyszkę – powiedziała z przekąsem dziewczyna z baru.
- Ona nie ma z tym nic wspólnego ! Elena uciekaj ! – krzyknął do mnie Damon z determinacją w oczach. Odpowiedziałam mu takim samym spojrzeniem i popatrzyłam hardo w oczy wilkołaczycy.
- 5 na jednego ? Dobrze, że przyszłam, to choć trochę wyrównam rachunek – żachnęłam się. Po chwili namysłu dodałam : - Noga już nie boli ?
Wiedziałam, że gdy popchnęłam ją na lustro w łazience skaleczyła się mocno w nogę i plecy.
- Nie, dziękuję za troskę – wysyczała przez zęby, a jej oczy zaczęły przybierać barwę złota. Damon momentalnie stanął przede mną, gotów obronić mnie własnym ciałem
– Damonie, twoje wysiłki są bezskuteczne. Ta wampirzyca umie sama się obronić – wykrzyknęła z zadowolonym wyrazem twarzy.
Czarnowłosy popatrzył na mnie z dezorientacją a ręce zacisnął w pięści. Jego spojrzenie wyrażało niepewność tym co właśnie usłyszał. Skinęłam nieznacznie głową, na znak że to prawda, a jego twarz zakryła maska. Zero uczuć. W tej samej chwili w szybkim tempie doskoczył do nas wilkołak. Sekundę później w ślad za nim ruszyła pozostała czwórka. Damon odepchnął go ode mnie i ruszył do ataku. Nie wahając się ja również zaczęłam walczyć. W ułamku sekundy doskoczyłam do wilkołaczycy i chwyciłam ją za gardło. Wyszarpnęła się i tak przez parę sekund kotłowałyśmy się po ziemi. Korzystając z okazji jaka nagle się wydarzyła, wyrwałam jej serce i jej martwe ciało upadło na podłoże zaplamione krwią. Odwróciłam się i zauważyłam, że Damon walczy z dwoma wilkołakami. Pod wpływem impulsu szybko podbiegłam do jednego i zręcznie skręciłam mu kark. To samo Damon zrobił z drugim.
Wszystko wskazywało na to, że zabiliśmy wszystkich. Odetchnęłam z ulgą. Teraz chciałam wszystko wytłumaczyć Damonowi, choć sama byłam zaskoczona faktem, że mężczyzna jest wampirem, tak jak ja.
Nagle z zarośli wybiegł ostatni wilkołak. Damon nie zdążył się odwrócić, a ten powalił go na ziemię. Nie miałam czasu na zastanowienie się co robić. To była hybryda. Był silniejszy. Milimetry dzieliły go od szyi wampira, był gotów aby go ugryźć. Ugryzienie wilkołaka była śmiertelne dla wampira. Nie dbałam o to, że ktoś może mnie odkryć. Skupiłam swoją uwagę na hybrydzie. W tej samej chwili, wilkołak odskoczył od Damona jak oparzony i przez parę sekund wił się po ziemi i zamarł. Cała drżałam, nie mogłam tego opanować. Czarnowłosy zmaterializował się przy mnie i mocno mnie przytulił.
- Elena, wszystko w porządku – wyszeptał mi we włosy.
Przymknęłam oczy, rozkoszując się dotykiem Damona i jego zapachem drogich perfum. Jednak szybko się otrząsnęłam.
- Nie Damon. Nic nie jest dobrze – odparłam łamiącym się głosem. Mężczyzna posłał mi tylko pytające spojrzenie, a ja wyswobodziłam się z jego uścisku.

- Nic nie jest dobrze… - wyszeptałam, spuszczając głowę. Po chwili zniknęłam w gęstwinie lasu. A Damon stał zdezorientowany na polanie. Niestety, pokazałam zbyt wiele. A to może mnie dużo kosztować…

________________________________________________________________
Emm..
Pewnie mnie zabijecie za taki długi czas czekania :') Przepraszam, ale szkoła i wiecie... 
Mam nadzieję, że ten rozdział, trochę dłuższy od innych wam to wynagrodzi.
Tak na przyszłość : rozdziały będą dodawane kiedy mam czas, postaram się je dodawać jak najczęściej. 
Polecam sobie włączyć załączoną muzyczkę podczas czytania " ostatniego fragmentu " :) 
Więc... miłego czytania <3 Czekam na wasze komentarze, bardzo mnie motywują ! 

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział III

- Ugh która to… - mruknęłam zaspana, przecierając ręką oczy. Próbowałam wyłączyć dzwoniący budzik, który doprowadzał mnie do szału i skutecznie budził. Wreszcie udało mi się złapać przedmiot i go wyłączyć. Spojrzałam na tarczę zegara. Cholera ! Spóźniłam się. W popłochu zaczęłam się ubierać, fryzura, ubrania, poranna toaleta – to wszystko było wykonywane w tempie ekspresowym. Jak widać, głupstwa nie wypadły mi jeszcze z głowy i wczorajsze zamieszanie dało mi się dziś we znaki. Objawiło się to jak przez przypadek sprawdziłam na kalendarzu którego dzisiaj mamy. Załamałam ręce, gdy zobaczyłam, że dzisiejszy dzień to… sobota. Wyczerpana rzuciłam się na łóżko i przykryłam kołdrą.
Sen nie przychodził, przewracałam się z boku na bok. Moje myśli wędrowały wokół Damona. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Czy się zakochałam ? Nie. Nie, nie, nie, nie można się zakochać od pierwszego wejrzenia, nie wierzę w to. Zaprzeczam sama sobie. Muszę być twarda, ale nie potrafię.
Jak mogłam być taka głupia. Nie wziąć telefonu do nieznajomego chłopaka, dobra to jeszcze przeboleję. Ale, żeby tak od niego uciec w trakcie rozmowy ? Do Damona nie miałam żadnego kontaktu, nic. Ten fakt mnie dobijał. Czułam się wyprana z emocji, przeklinałam w duszy moją głupotę. Czy naprawdę przez te 200 lat życia niczego się nie nauczyłam ? Damon mnie intrygował, jak żaden dotąd mężczyzna. Musiałam go znaleźć.

***
- Hej, jak tam wczorajszy wieczór ? Wyspałaś się ? – zagadnęła Caroline, zrównując ze mną krok.
Nie chciało mi się dziś nic gotować, a miałam ochotę coś zjeść. Postanowiłam że pójdę do małej knajpki w mieście, a że Caroline szła w tym samym kierunku, tylko że do butiku więc poszłyśmy razem.
- Nie wyspałam się, wiem nie powinnam mieć kaca, ale czuję się nijako – westchnęłam. Na większość pytań mojej przyjaciółki odpowiadałam monosylabami, nie miałam na nic ochoty. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś sama, w ciszy i spokoju.
- Nie marudź. Pojutrze też jest impreza, ale nie w Grillu tylko w tym nowym klubie. Idziemy ? – zapytała entuzjastycznie.
- Nie, mam plany na ten dzień – odpowiedziałam wymijająco. Ostatnie na co miałam ochotę to kolejne imprezowanie.
- Twoja strata – mruknęła Caroline – To ja już idę w tą stronę. Trzymaj się Eleno ! Do usłyszenia ! – krzyknęła i poszła w swoim kierunku. Knajpa której szukałam, znajdowała się naprzeciwko, więc poszłam w tamtym kierunku, aby jak najszybciej znaleźć się w środku.
Otworzyłam drzwi i weszłam do ciepłego pomieszczenia. W głębi lokalu wypatrzyłam pusty stolik, w odosobnieniu. Idealnie. Podeszłam do niego i zajęłam miejsce. Na stole leżała karta dań, którą wzięłam do ręki i zaczęłam czytać. Ostatecznie zdecydowałam się na sałatkę i colę. Kelner przyjął zamówienie i odszedł w stronę kuchni. Przymknęłam powieki i przytknęłam palce do skroni. Czemu to wszystko jest takie skomplikowane ?
Z zamyślenia wyrwał mnie głos kelnera, który oznajmił że zamówienie zostało zrealizowane i podał mi posiłek.
Zabrałam się za jedzenie sałatki, ale szło mi to opornie. Cały czas myślami byłam gdzie indziej.
W mojej kieszeni zawibrował telefon. Odłożyłam widelec i odebrałam połączenie.
- Halo ?
- Hej Elena. Co robisz ? – odezwała się Caroline.
- Siedzę w knajpce, a co mam innego robić ? – odpowiedziałam niechętnie. Caro najwidoczniej nie zauważyła nutki sarkazmu w mim głosie i kontynuowała dalej.
- Zauważyłam takie dwie piękne sukienki, no po prostu szyte na nas ! Musisz je zobaczyć, pokażesz się w nich na imprezie w poniedziałek – trajkotała podekscytowana.
- Caroline, ja nigdzie nie idę – westchnęłam i upiłam łyk coli.
- Elena nie wygłupiaj się. Nie możesz wiecznie siedzieć w domu. Mówiłam ci, że…
Głos mojej przyjaciółki rozpłynął się w powietrzu. Wszystko zatrzymało się w czasie, a wokół mnie panowała cisza.
Nie wierzyłam własnym oczom. To nie mógł być przypadek. Przy barze stał Damon Salvatore i popijał drinka. O mały włos  nie zakrztusiłam się colą gdy go zobaczyłam.
- Caroline muszę kończyć. Zadzwonię później – powiedziałam jak w transie, a mój głos podskoczył o oktawę.
Caro mruknęła coś pod nosem  o umiejętności słuchania innych, ale ja już zakończyłam połączenie. Nie mogłam zmarnować kolejnej szansy, więc zostawiłam na stoliku moje jedzenie i wstałam z miejsca.
Podeszłam do baru, gdzie siedział Damon.
- Hej – przywitałam się i usiadłam obok niego.
- O, Elena – powiedział zaskoczony – Jaka miła niespodzianka.
- Przepraszam, że wtedy na imprezie tak uciekłam – odparłam ze skruchą.
Damon machnął ręką.
- Było minęło – odpowiedział i uśmiechnął się. Teraz w świetle dziennym wyglądał jeszcze lepiej. Wtedy w barze, gdy było ciemno, a jedynym oświetleniem były reflektory na scenie i kule dyskotekowe nie mogłam dostrzec dokładnie detali jego twarzy. Jego twarz miała idealne rysy, oczy miał koloru jasnego błękitu. Te oczy były tak hipnotyzujące, że można byłoby popaść w obłęd patrząc w nie. Czarne włosy pozostawały w nieładzie, co dodawało mu uroku. Był wysoki i szczupły, ubrany w czarną skórzaną kurtkę, jeansy i czarne buty. Gdy rozmawiał ze mną zdarzało mu się uśmiechnąć, na co moje serce gdybym była człowiekiem biłoby 2 razy szybciej. Jego uśmiech doprowadzał do obłędu wiele kobiet. Tak myślę. Pewnie ma dziewczynę, bo co robiłby tak przystojny mężczyzna jak on jako singiel ? Odrzuciłam od siebie natrętne myśli i skoncentrowałam się na rozmowie z Damonem.
Świetnie się z nim dogadywałam, mieliśmy wspólne tematy.
- Może dałabyś postawić sobie drinka ? – zaproponował.
- Chętnie – odpowiedziałam i posłałam mu uśmiech.
Wyszliśmy z knajpki i ruszyliśmy w stronę Grilla. Droga była krótka, minimum 5 minut. Na niebie kłębiły się ciemne chmury przez które lekko przebijały się promienie słońca.
Po wejściu do lokalu usiedliśmy na wysokich krzesłach i Damon zamówił nasze drinki.
- Dziękuję – powiedziałam odbierając od niego napój.
- A więc Damonie, masz jakąś rodzinę ? – zapytałam niepewna czy tego rodzaju pytanie jest odpowiednie.
- Tylko brata. Ale on mieszka w Mystic Falls ze swoją przyjaciółką – odpowiedział lekko rozgoryczony. Nie wiedziałam co może być powodem tego rozgoryczenia, ale nie wchodziłam w szczegóły.
-  Mystic Falls … to piękne miasto – powiedziałam zamyślona.
- Byłaś tam ? – zapytał zdziwiony moją wypowiedzią.
- Nie… To znaczy tak, ale dawno temu – odpowiedziałam wymijająco. „ Gdybyś wiedział jak dawno temu.. ” – pomyślałam, ale chwilę później zreflektowałam się.
- W każdym razie… Wypijmy za ponowne spotkanie – powiedział i uśmiechnął się szelmowsko.
- Za spotkanie – powtórzyłam i upiłam łyk drinka.
Smakował bardzo dobrze, nigdy podobnego nie piłam.
- Świetny drink – odparłam zadowolona.
- Powiedzmy, że jestem stałym klientem w tego typu lokalach i wiem co jest najlepsze – odpowiedział i wypił jednym haustem zawartość swojej szklanki.
Jeszcze chwilę porozmawialiśmy i pośmialiśmy się, gdy nagle Damon zesztywniał. Jego wzrok utkwił w punkcie znajdującym się za mną.
- Damon, co się stało ? – spytał zaniepokojony i oglądnęłam się za siebie. Przez chwilę nie zauważyłam niczego niepokojącego, ale zaraz wychwyciłam pewną woń w powietrzu. Ten zapach…

- Cholera … - przeklęłam w myślach. 


_________________________________________________________
Nie zabijcie mnie za tak krótki rozdział XD W roku szkolnym nie wiem jak bd z pisaniem ale może się wyrobię ;) I jak się podoba rozdział ? :D Dodałam trochę gifów, chcecie abym do każdego rozdziału dodawała gify ?