- Ugh która to… - mruknęłam zaspana, przecierając ręką
oczy. Próbowałam wyłączyć dzwoniący budzik, który doprowadzał mnie do szału i
skutecznie budził. Wreszcie udało mi się złapać przedmiot i go wyłączyć.
Spojrzałam na tarczę zegara. Cholera ! Spóźniłam się. W popłochu zaczęłam się
ubierać, fryzura, ubrania, poranna toaleta – to wszystko było wykonywane w
tempie ekspresowym. Jak widać, głupstwa nie wypadły mi jeszcze z głowy i
wczorajsze zamieszanie dało mi się dziś we znaki. Objawiło się to jak przez
przypadek sprawdziłam na kalendarzu którego dzisiaj mamy. Załamałam ręce, gdy
zobaczyłam, że dzisiejszy dzień to… sobota. Wyczerpana rzuciłam się na łóżko i
przykryłam kołdrą.
Sen nie przychodził, przewracałam się z boku na bok. Moje
myśli wędrowały wokół Damona. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Czy się
zakochałam ? Nie. Nie, nie, nie, nie można się zakochać od pierwszego
wejrzenia, nie wierzę w to. Zaprzeczam sama sobie. Muszę być twarda, ale nie
potrafię.
Jak mogłam być taka głupia. Nie wziąć telefonu do
nieznajomego chłopaka, dobra to jeszcze przeboleję. Ale, żeby tak od niego
uciec w trakcie rozmowy ? Do Damona nie miałam żadnego kontaktu, nic. Ten fakt
mnie dobijał. Czułam się wyprana z emocji, przeklinałam w duszy moją głupotę.
Czy naprawdę przez te 200 lat życia niczego się nie nauczyłam ? Damon mnie
intrygował, jak żaden dotąd mężczyzna. Musiałam go znaleźć.
***
- Hej, jak tam wczorajszy wieczór ? Wyspałaś się ? –
zagadnęła Caroline, zrównując ze mną krok.
Nie chciało mi się dziś nic gotować, a miałam ochotę coś
zjeść. Postanowiłam że pójdę do małej knajpki w mieście, a że Caroline szła w
tym samym kierunku, tylko że do butiku więc poszłyśmy razem.
- Nie wyspałam się, wiem nie powinnam mieć kaca, ale
czuję się nijako – westchnęłam. Na większość pytań mojej przyjaciółki
odpowiadałam monosylabami, nie miałam na nic ochoty. Najchętniej zaszyłabym się
gdzieś sama, w ciszy i spokoju.
- Nie marudź. Pojutrze też jest impreza, ale nie w Grillu
tylko w tym nowym klubie. Idziemy ? – zapytała entuzjastycznie.
- Nie, mam plany na ten dzień – odpowiedziałam
wymijająco. Ostatnie na co miałam ochotę to kolejne imprezowanie.
- Twoja strata – mruknęła Caroline – To ja już idę w tą
stronę. Trzymaj się Eleno ! Do usłyszenia ! – krzyknęła i poszła w swoim
kierunku. Knajpa której szukałam, znajdowała się naprzeciwko, więc poszłam w
tamtym kierunku, aby jak najszybciej znaleźć się w środku.
Otworzyłam drzwi i weszłam do ciepłego pomieszczenia. W
głębi lokalu wypatrzyłam pusty stolik, w odosobnieniu. Idealnie. Podeszłam do
niego i zajęłam miejsce. Na stole leżała karta dań, którą wzięłam do ręki i
zaczęłam czytać. Ostatecznie zdecydowałam się na sałatkę i colę. Kelner przyjął
zamówienie i odszedł w stronę kuchni. Przymknęłam powieki i przytknęłam palce
do skroni. Czemu to wszystko jest takie skomplikowane ?
Z zamyślenia wyrwał mnie głos kelnera, który oznajmił że
zamówienie zostało zrealizowane i podał mi posiłek.
Zabrałam się za jedzenie sałatki, ale szło mi to opornie.
Cały czas myślami byłam gdzie indziej.
W mojej kieszeni zawibrował telefon. Odłożyłam widelec i
odebrałam połączenie.
- Halo ?
- Hej Elena. Co robisz ? – odezwała się Caroline.
- Siedzę w knajpce, a co mam innego robić ? –
odpowiedziałam niechętnie. Caro najwidoczniej nie zauważyła nutki sarkazmu w
mim głosie i kontynuowała dalej.
- Zauważyłam takie dwie piękne sukienki, no po prostu
szyte na nas ! Musisz je zobaczyć, pokażesz się w nich na imprezie w
poniedziałek – trajkotała podekscytowana.
- Caroline, ja nigdzie nie idę – westchnęłam i upiłam łyk
coli.
- Elena nie wygłupiaj się. Nie możesz wiecznie siedzieć w
domu. Mówiłam ci, że…
Głos mojej przyjaciółki rozpłynął się w powietrzu.
Wszystko zatrzymało się w czasie, a wokół mnie panowała cisza.
Nie wierzyłam własnym oczom. To nie mógł być przypadek.
Przy barze stał Damon Salvatore i popijał drinka. O mały włos nie zakrztusiłam się colą gdy go zobaczyłam.
- Caroline muszę kończyć. Zadzwonię później –
powiedziałam jak w transie, a mój głos podskoczył o oktawę.
Caro mruknęła coś pod nosem o umiejętności słuchania innych, ale ja już
zakończyłam połączenie. Nie mogłam zmarnować kolejnej szansy, więc zostawiłam
na stoliku moje jedzenie i wstałam z miejsca.
Podeszłam do baru, gdzie siedział Damon.
- Hej – przywitałam się i usiadłam obok niego.
- O, Elena – powiedział zaskoczony – Jaka miła
niespodzianka.
- Przepraszam, że wtedy na imprezie tak uciekłam –
odparłam ze skruchą.
Damon machnął ręką.
- Było minęło – odpowiedział i uśmiechnął się. Teraz w
świetle dziennym wyglądał jeszcze lepiej. Wtedy w barze, gdy było ciemno, a
jedynym oświetleniem były reflektory na scenie i kule dyskotekowe nie mogłam
dostrzec dokładnie detali jego twarzy. Jego twarz miała idealne rysy, oczy miał
koloru jasnego błękitu. Te oczy były tak hipnotyzujące, że można byłoby popaść
w obłęd patrząc w nie. Czarne włosy pozostawały w nieładzie, co dodawało mu
uroku. Był wysoki i szczupły, ubrany w czarną skórzaną kurtkę, jeansy i czarne
buty. Gdy rozmawiał ze mną zdarzało mu się uśmiechnąć, na co moje serce gdybym
była człowiekiem biłoby 2 razy szybciej. Jego uśmiech doprowadzał do obłędu
wiele kobiet. Tak myślę. Pewnie ma dziewczynę, bo co robiłby tak przystojny
mężczyzna jak on jako singiel ? Odrzuciłam od siebie natrętne myśli i
skoncentrowałam się na rozmowie z Damonem.
Świetnie się z nim dogadywałam, mieliśmy wspólne tematy.
- Może dałabyś postawić sobie drinka ? – zaproponował.
- Chętnie – odpowiedziałam i posłałam mu uśmiech.
Wyszliśmy z knajpki i ruszyliśmy w stronę Grilla. Droga
była krótka, minimum 5 minut. Na niebie kłębiły się ciemne chmury przez które
lekko przebijały się promienie słońca.
Po wejściu do lokalu usiedliśmy na wysokich krzesłach i
Damon zamówił nasze drinki.
- Dziękuję – powiedziałam odbierając od niego napój.
- A więc Damonie, masz jakąś rodzinę ? – zapytałam niepewna
czy tego rodzaju pytanie jest odpowiednie.
- Tylko brata. Ale on mieszka w Mystic Falls ze swoją
przyjaciółką – odpowiedział lekko rozgoryczony. Nie wiedziałam co może być
powodem tego rozgoryczenia, ale nie wchodziłam w szczegóły.
- Mystic Falls …
to piękne miasto – powiedziałam zamyślona.
- Byłaś tam ? – zapytał zdziwiony moją wypowiedzią.
- Nie… To znaczy tak, ale dawno temu – odpowiedziałam
wymijająco. „ Gdybyś wiedział jak dawno temu.. ” – pomyślałam, ale chwilę
później zreflektowałam się.
- W każdym razie… Wypijmy za ponowne spotkanie –
powiedział i uśmiechnął się szelmowsko.
- Za spotkanie – powtórzyłam i upiłam łyk drinka.
Smakował bardzo dobrze, nigdy podobnego nie piłam.
- Świetny drink – odparłam zadowolona.
- Powiedzmy, że jestem stałym klientem w tego typu
lokalach i wiem co jest najlepsze – odpowiedział i wypił jednym haustem
zawartość swojej szklanki.
Jeszcze chwilę porozmawialiśmy i pośmialiśmy się, gdy
nagle Damon zesztywniał. Jego wzrok utkwił w punkcie znajdującym się za mną.
- Damon, co się stało ? – spytał zaniepokojony i
oglądnęłam się za siebie. Przez chwilę nie zauważyłam niczego niepokojącego,
ale zaraz wychwyciłam pewną woń w powietrzu. Ten zapach…
- Cholera … - przeklęłam w myślach.
_________________________________________________________
Nie zabijcie mnie za tak krótki rozdział XD W roku szkolnym nie wiem jak bd z pisaniem ale może się wyrobię ;) I jak się podoba rozdział ? :D Dodałam trochę gifów, chcecie abym do każdego rozdziału dodawała gify ?
