piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział III

- Ugh która to… - mruknęłam zaspana, przecierając ręką oczy. Próbowałam wyłączyć dzwoniący budzik, który doprowadzał mnie do szału i skutecznie budził. Wreszcie udało mi się złapać przedmiot i go wyłączyć. Spojrzałam na tarczę zegara. Cholera ! Spóźniłam się. W popłochu zaczęłam się ubierać, fryzura, ubrania, poranna toaleta – to wszystko było wykonywane w tempie ekspresowym. Jak widać, głupstwa nie wypadły mi jeszcze z głowy i wczorajsze zamieszanie dało mi się dziś we znaki. Objawiło się to jak przez przypadek sprawdziłam na kalendarzu którego dzisiaj mamy. Załamałam ręce, gdy zobaczyłam, że dzisiejszy dzień to… sobota. Wyczerpana rzuciłam się na łóżko i przykryłam kołdrą.
Sen nie przychodził, przewracałam się z boku na bok. Moje myśli wędrowały wokół Damona. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Czy się zakochałam ? Nie. Nie, nie, nie, nie można się zakochać od pierwszego wejrzenia, nie wierzę w to. Zaprzeczam sama sobie. Muszę być twarda, ale nie potrafię.
Jak mogłam być taka głupia. Nie wziąć telefonu do nieznajomego chłopaka, dobra to jeszcze przeboleję. Ale, żeby tak od niego uciec w trakcie rozmowy ? Do Damona nie miałam żadnego kontaktu, nic. Ten fakt mnie dobijał. Czułam się wyprana z emocji, przeklinałam w duszy moją głupotę. Czy naprawdę przez te 200 lat życia niczego się nie nauczyłam ? Damon mnie intrygował, jak żaden dotąd mężczyzna. Musiałam go znaleźć.

***
- Hej, jak tam wczorajszy wieczór ? Wyspałaś się ? – zagadnęła Caroline, zrównując ze mną krok.
Nie chciało mi się dziś nic gotować, a miałam ochotę coś zjeść. Postanowiłam że pójdę do małej knajpki w mieście, a że Caroline szła w tym samym kierunku, tylko że do butiku więc poszłyśmy razem.
- Nie wyspałam się, wiem nie powinnam mieć kaca, ale czuję się nijako – westchnęłam. Na większość pytań mojej przyjaciółki odpowiadałam monosylabami, nie miałam na nic ochoty. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś sama, w ciszy i spokoju.
- Nie marudź. Pojutrze też jest impreza, ale nie w Grillu tylko w tym nowym klubie. Idziemy ? – zapytała entuzjastycznie.
- Nie, mam plany na ten dzień – odpowiedziałam wymijająco. Ostatnie na co miałam ochotę to kolejne imprezowanie.
- Twoja strata – mruknęła Caroline – To ja już idę w tą stronę. Trzymaj się Eleno ! Do usłyszenia ! – krzyknęła i poszła w swoim kierunku. Knajpa której szukałam, znajdowała się naprzeciwko, więc poszłam w tamtym kierunku, aby jak najszybciej znaleźć się w środku.
Otworzyłam drzwi i weszłam do ciepłego pomieszczenia. W głębi lokalu wypatrzyłam pusty stolik, w odosobnieniu. Idealnie. Podeszłam do niego i zajęłam miejsce. Na stole leżała karta dań, którą wzięłam do ręki i zaczęłam czytać. Ostatecznie zdecydowałam się na sałatkę i colę. Kelner przyjął zamówienie i odszedł w stronę kuchni. Przymknęłam powieki i przytknęłam palce do skroni. Czemu to wszystko jest takie skomplikowane ?
Z zamyślenia wyrwał mnie głos kelnera, który oznajmił że zamówienie zostało zrealizowane i podał mi posiłek.
Zabrałam się za jedzenie sałatki, ale szło mi to opornie. Cały czas myślami byłam gdzie indziej.
W mojej kieszeni zawibrował telefon. Odłożyłam widelec i odebrałam połączenie.
- Halo ?
- Hej Elena. Co robisz ? – odezwała się Caroline.
- Siedzę w knajpce, a co mam innego robić ? – odpowiedziałam niechętnie. Caro najwidoczniej nie zauważyła nutki sarkazmu w mim głosie i kontynuowała dalej.
- Zauważyłam takie dwie piękne sukienki, no po prostu szyte na nas ! Musisz je zobaczyć, pokażesz się w nich na imprezie w poniedziałek – trajkotała podekscytowana.
- Caroline, ja nigdzie nie idę – westchnęłam i upiłam łyk coli.
- Elena nie wygłupiaj się. Nie możesz wiecznie siedzieć w domu. Mówiłam ci, że…
Głos mojej przyjaciółki rozpłynął się w powietrzu. Wszystko zatrzymało się w czasie, a wokół mnie panowała cisza.
Nie wierzyłam własnym oczom. To nie mógł być przypadek. Przy barze stał Damon Salvatore i popijał drinka. O mały włos  nie zakrztusiłam się colą gdy go zobaczyłam.
- Caroline muszę kończyć. Zadzwonię później – powiedziałam jak w transie, a mój głos podskoczył o oktawę.
Caro mruknęła coś pod nosem  o umiejętności słuchania innych, ale ja już zakończyłam połączenie. Nie mogłam zmarnować kolejnej szansy, więc zostawiłam na stoliku moje jedzenie i wstałam z miejsca.
Podeszłam do baru, gdzie siedział Damon.
- Hej – przywitałam się i usiadłam obok niego.
- O, Elena – powiedział zaskoczony – Jaka miła niespodzianka.
- Przepraszam, że wtedy na imprezie tak uciekłam – odparłam ze skruchą.
Damon machnął ręką.
- Było minęło – odpowiedział i uśmiechnął się. Teraz w świetle dziennym wyglądał jeszcze lepiej. Wtedy w barze, gdy było ciemno, a jedynym oświetleniem były reflektory na scenie i kule dyskotekowe nie mogłam dostrzec dokładnie detali jego twarzy. Jego twarz miała idealne rysy, oczy miał koloru jasnego błękitu. Te oczy były tak hipnotyzujące, że można byłoby popaść w obłęd patrząc w nie. Czarne włosy pozostawały w nieładzie, co dodawało mu uroku. Był wysoki i szczupły, ubrany w czarną skórzaną kurtkę, jeansy i czarne buty. Gdy rozmawiał ze mną zdarzało mu się uśmiechnąć, na co moje serce gdybym była człowiekiem biłoby 2 razy szybciej. Jego uśmiech doprowadzał do obłędu wiele kobiet. Tak myślę. Pewnie ma dziewczynę, bo co robiłby tak przystojny mężczyzna jak on jako singiel ? Odrzuciłam od siebie natrętne myśli i skoncentrowałam się na rozmowie z Damonem.
Świetnie się z nim dogadywałam, mieliśmy wspólne tematy.
- Może dałabyś postawić sobie drinka ? – zaproponował.
- Chętnie – odpowiedziałam i posłałam mu uśmiech.
Wyszliśmy z knajpki i ruszyliśmy w stronę Grilla. Droga była krótka, minimum 5 minut. Na niebie kłębiły się ciemne chmury przez które lekko przebijały się promienie słońca.
Po wejściu do lokalu usiedliśmy na wysokich krzesłach i Damon zamówił nasze drinki.
- Dziękuję – powiedziałam odbierając od niego napój.
- A więc Damonie, masz jakąś rodzinę ? – zapytałam niepewna czy tego rodzaju pytanie jest odpowiednie.
- Tylko brata. Ale on mieszka w Mystic Falls ze swoją przyjaciółką – odpowiedział lekko rozgoryczony. Nie wiedziałam co może być powodem tego rozgoryczenia, ale nie wchodziłam w szczegóły.
-  Mystic Falls … to piękne miasto – powiedziałam zamyślona.
- Byłaś tam ? – zapytał zdziwiony moją wypowiedzią.
- Nie… To znaczy tak, ale dawno temu – odpowiedziałam wymijająco. „ Gdybyś wiedział jak dawno temu.. ” – pomyślałam, ale chwilę później zreflektowałam się.
- W każdym razie… Wypijmy za ponowne spotkanie – powiedział i uśmiechnął się szelmowsko.
- Za spotkanie – powtórzyłam i upiłam łyk drinka.
Smakował bardzo dobrze, nigdy podobnego nie piłam.
- Świetny drink – odparłam zadowolona.
- Powiedzmy, że jestem stałym klientem w tego typu lokalach i wiem co jest najlepsze – odpowiedział i wypił jednym haustem zawartość swojej szklanki.
Jeszcze chwilę porozmawialiśmy i pośmialiśmy się, gdy nagle Damon zesztywniał. Jego wzrok utkwił w punkcie znajdującym się za mną.
- Damon, co się stało ? – spytał zaniepokojony i oglądnęłam się za siebie. Przez chwilę nie zauważyłam niczego niepokojącego, ale zaraz wychwyciłam pewną woń w powietrzu. Ten zapach…

- Cholera … - przeklęłam w myślach. 


_________________________________________________________
Nie zabijcie mnie za tak krótki rozdział XD W roku szkolnym nie wiem jak bd z pisaniem ale może się wyrobię ;) I jak się podoba rozdział ? :D Dodałam trochę gifów, chcecie abym do każdego rozdziału dodawała gify ? 

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział II

- Długo jeszcze ? – westchnęłam, patrząc jak Caroline powoli nawija moje kosmyki włosów na lokówkę.
- Nie marudź tylko siedź spokojnie – odparła – Już prawie gotowe.
Ze znudzeniem patrzyłam jeszcze 5 minut jak na mojej głowie tworzą się loki, a raczej lekko falowane loki. Gdy Caroline oznajmiła że skończyła, musiałam jej przyznać, że efekt końcowy był powalający. W lustrze widziałam wysoką, szczupłą brunetkę, z długimi włosami układającymi się w fale. Miałam już zrobiony delikatny makijaż, więc pozostawała tylko kwestia jak się ubrać. Bonnie siedziała już gotowa, zawzięcie z kimś sms-ując.
- Co powiesz na to ? – zapytała pokazując mi czerwoną sukienkę, z lekko rozkloszowanym dołem.
- Nie będzie zbyt obcisła ? – spytałam niepewna co do wyboru tej sukienki.
Caroline prychnęła.
- Pokaże twoje atuty. Masz co pokazywać, więc to pokazuj. Masz wkładaj – odparła zniecierpliwiona i rzuciła mi futerał z sukienką w środku.
Poszłam do łazienki, aby się w nią przebrać. Miałam trochę trudności z zapięciem z tyłu, ale ostatecznie dałam sobie radę. Caroline dała mi też wysokie srebrne szpilki, które miały może z 10 cm. Westchnęłam i z miną męczennicy nałożyłam buty. Lekko się zachwiałam, ale w porę podparłam się o szafkę.
- Caroline, jesteś martwa – mruknęłam cicho. W tej chwili popełniłam błąd, bo widocznie moja przyjaciółka dzięki wyczulonym zmysłom wszystko słyszała.
- Już od 5-ciu lat kochana ! – odkrzyknęła wesoło.
Przewróciłam tylko oczami i weszłam do sypialni, gdzie czekały na mnie moje przyjaciółki.
- Elena, wyglądasz cudownie – wykrzyknęła Bonnie odrywając wzrok od ekranu komórki.
- I dzięki komu ? – uśmiechnęła się Caroline i wskazała rękoma na siebie.
Nic nie powiedziałam tylko uścisnęłam Caroline i Bonnie i podniosłam moją torebkę z szafki.
- Gotowe ? – zapytała Caro.
- Gotowe – odpowiedziałyśmy chórem i biorąc się pod ręce, wyszłyśmy z domu.
* * *
Muzyka dudni w uszach. Reflektory migają po lokalu. Na scenie gra jakiś zespół, krzyki fanów sprzed sceny. Przyjaciele. Pary. Niektórzy rozmawiają, niektórzy piją a jeszcze inni tańczą. Tutaj trwa nocne życie.
- Wow – wyszeptałam. Tylko tyle zdążyłam z siebie wydusić bo Caroline pociągnęła mnie i Bonnie w stronę barowych stolików.
Dzisiaj w Grillu panowało poruszenie z powodu występu zespołu. Przybyło tu dużo ludzi, na parkiecie brakowało miejsc, a przy barze panował ruch, barmani realizowali zamówienie na drinki, przekąski.
- 3 razy whisky – powiedziała do barmana Caroline, posyłając mu promienny uśmiech. Biedny chłopak, nie wiedział gdzie podziać oczy i prawdopodobnie nawet jak się nazywa. To byłoby tyle w temacie uroku wampirzyc.
Nagle poczułam mocne dźgnięcie w bok. To Caro próbowała w ten sposób zwrócić moją uwagę.
- Pacz – szepnęła i wskazała palcem na chłopaka siedzącego 2 krzesła obok. Może i był przystojny, ale miał jedną wadę – gustuję w brunetach i szatynach, a on był blondynem. Przyjaciółka widząc moje znudzenie, pokręciła głową.
- Elena nie możesz być wiecznie singielką. Czas się ustatkować. Będziesz sama przez kolejne 100 lat ? – odparła naburmuszona i sama podeszła do wskazanego mi wcześniej chłopaka.
- Nie przejmuj się nią. Care lubi się bawić w swatkę – pocieszyła mnie Bonnie i podsunęła mi drinka.
Wzięłam szklankę do ręki i upiłam łyk whisky. Dawno tego nie piłam, ale nadal smakowało nieźle.
- Chodźmy na parkiet – zaproponowała Bonnie, łapiąc mnie za rękę.
Poszłyśmy na środek parkietu, szukając miejsca, co było trudne bo dzisiaj panował straszny tłok. Ostatecznie znalazłam miejsce do tańca i dałam się porwać muzyce. Członek zespołu oznajmił przez mikrofon, że zgasną światła i można będzie potańczyć z nieznanym partnerem. Modliłam się, żeby nikt mnie nie porwał do tańca ale nadaremnie. W pewnej chwili poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach. Już miałam odwrócić się i zaatakować mojego napastnika, kto wie może to jakiś zboczeniec.
- Witaj Katherine. Może wyjaśnisz mi jakim cudem żyjesz ? – mruknął męski głos tuż nad moim uchem. Nieznajomy przyciągnął mnie do siebie od tyłu i zaczął całować mnie po szyi. Postanowiłam interweniować. Szybko się odwróciłam.
- Kim jesteś ? – syknęłam, gotowa w razie czego atakować.
- Katherine kotku, masz taką słabą pamięć ? – odparł pociągający głos i nieznajomy pogłaskał mnie po policzku. Szybko złapałam jego rękę i odciągnęłam od mojej twarzy.
- Nie jestem Katherine ! – warknęłam. Dopiero teraz zdążyłam zauważyć twarz mojego oprawcy. Dzięki mojemu wyostrzonemu wzrokowi, ciemność nie stanowiła dla mnie najmniejszego problemu.
Był to mężczyzna, bardzo przystojny mężczyzna. Był wyższy ode mnie, miał czarne włosy i hipnotyzująco niebieskie oczy. Trudno zaprzeczyć, był wyjątkowej urody. Ubrany był na czarno, od stóp do głów. Zachodziłam w głowę kim może być ten typ, gdy ponownie odezwał się, tym razem z zakłopotaniem.
- Hmm, przepraszam musiałem cię z kimś pomylić – powiedział, a w jego głosie słyszałam nutkę zaniepokojenia. Szybko ją zamaskował i na jego twarzy zagościł szelmowski uśmiech – Jestem Damon. Damon Salvatore. A piękna dziewczyna stojąca przede mną to …
- Elena Gilbert – odparłam i odwzajemniłam uśmiech. Nie byłam dobra w nawiązywaniu kontaktów z mężczyznami, może głównie dlatego, że Caroline zniechęciła mnie do tego przez ciągłą zabawę w swatkę.
- A więc Eleno, mógłbym postawić ci drinka w zamian za tą niefortunną pomyłkę ? – zaproponował cichym, aczkolwiek uwodzicielskim głosem. Nie musiał przekrzykiwać muzyki, świetnie go słyszałam i najwidoczniej on mnie także.
- Skoro nalegasz – uśmiechnęłam się i poszłam za Damonem do baru. Lekko się odwróciłam i ujrzałam moje przyjaciółki bawiące się w tłumie tańczących ludzi. Bonnie tańczyła z jakimś chłopakiem, po chwili zastanowienia poznałam go- to Luka kolega, który chodzi z nami na biologię. Caroline także tańczyła, a raczej adorowała owego blondyna z którym chciała mnie zeswatać. Uśmiechnęłam się widząc szczęśliwe dziewczyny.
- Więc Damonie mieszkasz tutaj ? – zapytałam odwracając się w jego stronę. Barmar postawił przed nami szklanki alkoholu, sądząc po zapachu to był chyba Bourbon.
- Teoretycznie nie, jestem z Mystic Falls, przyjechałem tutaj, aby się zabawić, oderwać od rzeczywistości. A ty ?  – odparł z uśmiechem. W pewnym momentach mnie onieśmielał, dziękowałam w myślach, że nigdy nie miałam skłonności do mocnego rumienienia się.
- Urodziłam się w Bułgarii, ale mieszkam tu, w Nowym Yorku na stałe. Uczysz się ? – zapytałam. Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej o moim tajemniczym koledze.
- Nie. Rzuciłem szkołę – powiedział z lekkim rozdrażnieniem. Chciałam jeszcze z nim porozmawiać, ale do stolika gdzie siedzieliśmy podbiegła Caroline. Pociągnęła mnie za rękę w stronę parkietu, zupełnie nie zauważając mojego towarzysza.  Zdążyłam rzucić Damonowi przepraszające spojrzenie i dałam się prowadzić mojej przyjaciółce. Tańczyłyśmy we trójkę obok siebie, ja, Caro i Bonnie. Nie wiem ile to trwało, ale zanim się zorientowałam Damona w Grillu już nie było. Westchnęłam z rezygnacją, naprawdę dobrze mi się z nim rozmawiało. Nawet nie wiem gdzie mieszka, nie znam jego telefonu, nic. Pół godziny przed zamknięciem lokalu wyszłyśmy z Grilla. Caroline opowiadała przez całą drogę o tym jaki wspaniały jest Chris – jej nowy kolega blondyn. Próbowałam słuchać rewelacji Care, ale myślami byłam gdzie indziej. Damon był… tajemniczy ? Intrygujący? Gdy głos mojej przyjaciółki ucichł, wyrwałam się z zamyślenia.
- A ty Eleno, poznałaś kogoś nowego ? – zapytała ciekawie Bonnie.

- Nie – skłamałam i pożegnałam się z dziewczynami. Ruszyłam w stronę domu cały czas myśląc do czarnowłosym mężczyźnie. Czy kiedykolwiek go jeszcze zobaczę ? 
______________________________________
Taki trochę krótki :( Jutro wyjeżdżam, na tydzień więc nie będzie nowego rozdziału. Może napiszę coś jeszcze przed końcem sierpnia. Jak na razie.. Do zobaczenia :* 
* za wszelkie błędy interpunkcyjne, ortograficzne, z góry przepraszam ! * 

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział I

„Ciepłe letnie popołudnie. Setki młodych ludzi chodzących po terenie akademiku. Każdy robi co innego - jedni czytają, drudzy rozmawiają, a jeszcze inni biegną w pośpiechu na wykłady. 
Trzy młode dziewczyny siedzą obok fontanny i śmieją się. Zwyczajne nastolatki - pomyśli przeciętny obserwator na pierwszy rzut oka. Jednakże nie jest to do końca prawdą, każda z nich skrywa sekret, jakąś tajemnicę. Dźwięk dzwonka rozległ się po całym podwórzu. Studenci podrywają się gwałtownie, chwytając w pośpiechu torby i idąc w stronę budynku. Dziewczyny także podążają w stronę wejścia, wesoło ze sobą gawędząc. Chodzą do jednej klasy, siedzą obok siebie. Przyjaźnią się prawie od zawsze. Niby normalne dziewczyny, ale skrywają tajemnicę... ”

- Elena ! 
Odwróciłam się na dźwięk mojego imienia. Uśmiechnęłam się widząc moje przyjaciółki biegnące w moim kierunku. Zdyszane krótkim biegiem zatrzymały się przede mną.
- Czemu tak uciekłaś ? Wiesz, że Mike cię szukał ? Przekazałam mu, że do niego napiszesz po lekcjach. Ej, nie patrz tak na mnie, chłopaczyna się zaangażował - blondynka wyrzuciła z siebie słowa z prędkością światła - Ah, miłość wisi w powietrzu, ptaki śpiewają ! - westchnęła. To Caroline Forbes. Ta wysoka, blond włosa dziewczyna jest strasznie gadatliwa. Poznałyśmy się 6 lat temu w gimnazjum i od tego czasu przyjaźnimy się. Caroline jak zwykle wyglądała perfekcyjnie. Jej blond loki opadały lekko na ramiona, makijaż był delikatny ale subtelny, a jej sukienka w kolorze lazuru powiewała przy najdelikatniejszym powiewie wiatru. Była wielokrotną miss Mystic Falls, ale teraz kiedy wyjechałyśmy na studia, wróżyłam jej dalsze sukcesy. 
- Caroline uspokój się - zachichotała niska mulatka. To Bonnie Bennet. Poznałam ją 4 lata temu i odtąd razem z Caroline tworzymy zgraną grupę. Bonnie jest nieśmiała, zupełne przeciwieństwo Caroline. Ale za to ma wielkie serce i jest współczująca. Idealna przyjaciółka. Naprawdę cieszyłam się ze mam takie cudowne przyjaciółki, przed którymi nie muszę niczego ukrywać, mogę być sobą, w nich zawsze mam oparcie. 
- Caro tyle razy powtarzałam - nie baw się w swatkę - odparłam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę akademika. Zaraz zaczną się wykłady, a ja nie mam zamiaru się spóźnić. Na studiach postanowiłam, że będę idealną studentką, wzorową uczennicą, zbierającą same laury. Dlatego też muszę się trzymać wyznaczonych zasad. Caroline i Bonnie szybko dogoniły mnie i zrównały ze mną krok. Najwidoczniej moje tempo im nie przeszkadzało, skoro tak zawzięcie szły za mną. 
- Ale Elena ! Nie możesz odrzucać każdego adorującego cię chłopaka ! A Mike... to niezłe ciacho - zaoponowała Caroline i pokręciła głową z rezygnacją. 
- Nie będę się wiązać z nikim na studiach - odpowiedziałam pewnie i otworzyłam drzwi do budynku. Przepuściłam moje towarzyszki przodem i weszłam tuż za nimi. 
Zaraz zaczynała się lekcja chemii za którą nie przepadałam. Poszłam na medycynę, więc muszę znosić godziny wykładów o chemii, eksperymenty i nużące notatki. 
Weszłam do sali i zajęłam swoje miejsce. Chwilę później dołączyły do mnie dziewczyny, powoli wykładając na blat stolików potrzebne książki. Do sali wszedł nauczyciel o nazwisku Maxfield. Był to młody mężczyzna, świeżo po skończeniu studiów, który z wielką pasją i zaangażowaniem wykładał chemię na uniwersytecie. Często dostawałyśmy razem z Bonnie i Caro burę od niego za nasze rozmowy i niepohamowane chichoty podczas lekcji. Zbytnio się tym nie przejmowałyśmy, nie byłyśmy wyjątkami, inni studenci też przeszkadzali w toku lekcji. Gdy rozbrzmiał upragniony dzwonek od razu zerwałam się z krzesła, zebrałam książki do torby i ruszyłam szybkim krokiem do wyjścia. 
- Eleno, możesz zostać na chwilę ? - zawołał za mną mój wykładowca.
Zerknęłam na niego zaskoczona, nie wiedząc kompletnie co ode mnie chce, ale posłusznie zostałam.
- Widzę że ostatnio wpadło ci parę jedynek w tym semestrze. Czym jest to spowodowane ? - zapytał, gdy wszyscy uczniowie opuścili salę. 
Wzruszyłam ramionami. 
- Każdemu może się zdarzyć - odburknęłam, starając się nie zabrzmieć niegrzecznie. 
Jeszcze parę minut pogadał ze mną, a raczej ze ścianą o moich ocenach i odpuścił. Myślał, że uważanie go słucham, a ja tylko udawałam skupienie i czasami pomiędzy jego wypowiedziami skinęłam potakująco głową. Wreszcie machnął na mnie ręką, a ja wyszłam z klasy. Spojrzałam na zegarek. Zmarnował mi pół przerwy - jęknęłam i powlokłam się w kierunku stołówki. Moje przyjaciółki już na mnie czekały i gdy mnie ujrzały pomachały rękoma, abym do nich dołączyła. 
- Co chciał od ciebie Maxfield ? - zapytała nagle Caroline, nie dając mi nawet usiąść. 
- Praktycznie nic, gadał coś o moich ocenach, ale go nie słuchałam - uśmiechnęłam się krzywo, a Bonnie przysunęła mi shake, którego mi kupiła. Podziękowałam jej i upiłam łyk napoju. 
- Uh, najchętniej poszłabym teraz do domu i klapnęła na kanapę - mruknęłam, ziewając. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Do końca przerwy zostało kilka minut, a następną lekcją była biologia. Ten przedmiot lubiłam bardziej, a nauczycielka ucząca biologii - pani Tarner bardzo mnie lubiła. Była to miła kobieta po 30- dziestce, ulubienica wielu studentów. 
Na stołówce rozbrzmiał dźwięk dzwonka, a uczniowie zaczęli podrywać się ze swoich miejsc. 
Po lekcji biologii wyszłam z klasy zadowolona. Dostałam 5 z testu, a kartkówka napisana na tej lekcji poszła mi bardzo dobrze. Zarzuciłam na ramię moją torbę i ruszyłam w stronę wyjścia. Biologia była moją ostatnią lekcją, więc mogłam pójść spokojnie do domu. Caro i Bonnie miały kółko chemiczne więc nie wracałyśmy razem. Mieszkałam w małym domku, z którego miałam 5 minut drogi na uczelnię. Było mi to na rękę, uniwersytet był położony na obrzeżach Nowego Yorku, a mój domek znajdował się w zacisznej okolicy. Gdy szłam przez dziedziniec, usłyszałam jak ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zauważyłam biegnącego w moją stronę Mike'a. Chłopak dobiegł do mnie zadyszany. 
- Hej Elena ! Caroline mówiła że napiszesz po lekcjach, ale pomyślałem że skoro cię widzę to porozmawiamy - wydyszał, ale na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Mike nie był brzydkim chłopakiem. Miał 19 lat tak jak ja, był mojego wzrostu, miał blond włosy i był trochę opalony. Dużo się uśmiechał i był bardzo pogodny. W swoim życiu nie znalazłam jeszcze chłopaka który powaliłby mnie swoją urodą, ale nie ma ideałów. Uśmiechnęłam się do niego. 
- Właśnie wracam do domu - oznajmiłam grzecznie. Chłopaka widocznie to nie zraziło bo zaśmiał się cicho.
- Mogę cię odprowadzić - zaproponował. Wzruszyłam ramionami. Nie odmówię mu, niech mnie odprowadzi skoro mu tak zależy. Mike przez całą drogę nieprzerwanie nawijał o byle czym, a ja w myślach przeklinałam Caroline. Jutro się policzymy - pomyślałam.
Mike przez całą drogę nawijał o byle czym. W myśli dziękowałam Bogu że tak blisko mieszkałam. Gdy doszliśmy do mojego domu, grzecznie podziękowałam mojemu koledze i przekręciłam klucz w zamku. Lekko zgrzytnęły i drzwi uchyliły się o parę milimetrów. Popchnęłam je czubkiem buta i przekroczyłam próg. Rzuciłam torbę w kąt i opadłam ze zmęczeniem na kanapę. Mój dom niczym się nie wyróżniał – sypialnia i łazienka na górze, mały salon i kuchnia na parterze. Była też piwnica, ale rzadko ją odwiedzałam.  Przeczesałam palcami włosy i weszłam po schodach na piętro. Przebrałam się w lnianą sukienkę, a włosy rozczesałam i upięłam w wysoki, niedbały kok. Przemyłam twarz zimną wodą – ta czynność skutecznie mnie orzeźwiała. Zeszłam na dół do salonu i ponownie usiadłam na kanapie. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, włączyłam od niechcenia telewizor i wpatrywałam się obojętnie w ekran . Z zamyślenia wyrwała mnie piosenka Rihanny służąca mi za dzwonek. Odebrałam połączenie.
- Witaj moja osobista dręczycielko – syknęłam do słuchawki.
- Też się cieszę Eleno że cię słyszę – odparł wesoły głos mojej przyjaciółki.
- Caroline, mów o co chodzi – popędziłam.
- Mam nowe plotki. Mogę wpaść po lekcjach do ciebie z Bonnie ?
- Pewnie. Czekam.
- Będę za 10 minut – powiedziała z uciechą.
Rozłączyłam się. Zachodziłam w głowę jakie nowości ma dla mnie Caroline. Od zawsze była mistrzynią w zdobywaniu gorących wiadomości i plotek, które przekazywała dla mnie i dla Bonnie. Swego czasu miałyśmy z tego niezłą uciechę.
Punktualnie, 10 minut później rozbrzmiał dzwonek. W drzwiach ukazała się uśmiechnięta twarz Caroline i Bonnie. Przewróciłam oczami na widok 2 toreb, które trzymała w rękach blondynka.
- Co do …
- Sza ! – uciszyła mnie Caroline i zamknęła za sobą drzwi. Torby położyła na kanapie w salonie, a sama zdjęła wysokie szpilki i rzuciła je w kąt. Bonnie poszła za nią i zdążyła mi rzucić zbolałe spojrzenie. Wiedziałam co oznaczało.
- Caroline ! – jęknęłam – To mają być te plotki ?
Popatrzyłam na nią z wyrzutem .
- Plotki plotkami, ale dzisiaj jest impreza w Grillu – odpowiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Caroline chce abyśmy zostały jej przerośniętym lalkami Barbie – oznajmiła Bonnie. Widząc, że nie zrozumiałam, wyjaśniła – No wiesz, przyniosła nam ubrania i będzie nas „ ubierać ” na imprezę.
Załamałam ręce.
- A co do plotek… Słyszałam coś o nowym sąsiedzie – zaczęła niewinnie – Podobno dzisiaj 2 przecznice dalej wprowadził się zabójczo przystojny chłopak. Hm, raczej mężczyzna, mówią że ma 25 lat. Och, szkoda że nie jest w naszym wieku – udawała, że załamuje ręce z powodu różnicy wieku.
- To tylko 6 lat różnicy – mruknęłam, opierając się o blat kuchenny.
- 6 lat ? Moi rodzice by się załamali, gdyby się dowiedzieli że chodzę z takim facetem – zachichotała Bonnie, rumieniąc się lekko.
- U nas problem rozwiązany, nie mamy rodziców – odparłam patrząc na Caroline. Ta nieco zmarkotniała, ale szybko odzyskała werwę.

- Może on przyjdzie na imprezę do Grilla ? – powiedziała z nadzieją – No kochane, tym bardziej trzeba się postarać ! Już migiem do łazienki ! Zrobię was na bóstwo ! – westchnęła z rozmarzeniem Caroline, popychając mnie i Bonnie w kierunku schodów. Czułam że czeka mnie długie popołudnie…

_____________________________________________
Spokojnie, Delena będzie, rozkręci się :) Ten rozdział jest taki zapoznawczy, jak zauważyliście akcja zaczyna się na studiach. Ten rozdział pisałam z prędkością światła XD Następny będzie... no cóż nie wiem, kto wie może niedługo... ;) 

Prolog

* Retrospekcja * 
12 lipiec 1764, Bułgaria
Słoneczne popołudnie. Lekki wiatr poruszał trawą, a ptaki wyśpiewywały swoją pieśń.
- Eleno ! – po wrzosowiskach rozległo się głośne nawoływanie – Eleno !
Dziewczyna odwróciła się słysząc swoje imię. Upuściła na ziemię kwiaty które uzbierała i wziąwszy w ręce materiał sukni, podniosła ją aby nie krępowała jej ruchów. Ruszyła w stronę młodzieńca który ją nawoływał.
- Jasperze co się stało ? – zapytała zaniepokojona, a na jej twarzyczce pojawiło się wahanie.
- Eleno, musimy uciekać. Katerina sprowadziła do miasta Niklausa, jesteśmy zgubieni ! – wykrzyknął, łapiąc ją za rękę.
- Proszę, nie martw się. Niklaus nie dowie się o moim istnieniu – odparła z wyraźnym bułgarskim akcentem.
- Twoja matka Isobel przed śmiercią prosiła mnie abym cię chronił. I to zamierzam uczynić Eleno. On nas zabije ! Dlaczego to Katerina ucieka przed nim ? Nie stałaby się też wampirem gdyby nie te okoliczności – wyjaśnił i raz jeszcze stanowczo chwycił ją za nadgarstek po czym poprowadził ją w stronę drewnianej chatki w środku lasu.
- Tu będziesz bezpieczna. Żaden wampir nie wejdzie tu bez zaproszenia. Ja również – dodał szybko, widząc strach malujący się na jej twarzy. Wiedziała co ją czeka. Wieczna ucieczka, ucieczka z rodzinnego kraju. Łzy stanęły jej w oczach, a delikatna, szczupła sylwetka zaczęła się trząść.
- Wejdź – wyszeptała przez łzy, a chłopak przytulił ją mocno. Byli przyjaciółmi, zawsze trzymali się razem, a myśl że jednemu z nich mogło się coś stać, napawała tych dwojga strachem i rozpaczą.
Jasper głaskał Elenę czule po plecach, próbując ją uspokoić. Nie wiedział czy jeszcze kiedyś ujrzy tą dziewczynę. Była zagrożona, sam fakt że była identyczna jak Kateriny Petrovy, nie dawał jej szansy na spokojne życie. Sądzono że Katerina jest ostatnim sobowtórem. Krew sobowtórów ma niezwykłe właściwości i często jej kluczem do łamania klątw i zaklęć. Ale krew zachowuje swoje właściwości, kiedy sobowtór jest człowiekiem. Niklaus Mikaelson – pierwotny wampir, hybryda, przybył do Bułgarii z zamiarem schwytania Kateriny, ponieważ chciał złamać klątwę Słońca i Księżyca. Petrova popełniła samobójstwo, gdy dowiedziała się o zamiarach Niklausa. Miała w swoim organizmie wampirze krew, co skutkowało przemianą. Była więc bezużyteczna, co bardzo rozłościło pierwotnego. Teraz musi przed nim uciekać by uniknąć śmierci. Legenda głosi, że do złamania klątwy potrzebna jest krew sobowtóra albo… ostatniego członka rady Mystic Falls. Taka osoba ma urodzić się prawdopodobnie za 200 lat albo więcej. Wiadomo tylko że to będzie kobieta, a jej znakiem rozpoznawczym będzie znamię w kształcie półksiężyca na nadgarstku. Jasper musi ukrywać Elenę, aby nie spotkał jej taki los jak Kateriny. Musieli opuścić rodzinną ziemię. Może ostatni raz patrzy na tą brązowowłosą dziewczynę, o pięknych brązowych oczach…
Gdy Elena uspokoiła się trochę, przeprosiła grzecznie swojego towarzysza i zamknęła się w sypialni.
Jasper przykucnął przy kominku i zaczął rozpalać ogień. Zbliżała się jesień, widocznie w tym roku nastąpi ona szybciej.

Nagle rozległ się przeraźliwy krzyk przepełniony bólem i rozpaczą. Chłopak wyłamał drzwi do sypialni i ujrzał Elenę leżącą nieprzytomnie na podłodze. Obok niej leżał zakrwawiony nóż, a na podłodze tworzyła się kałuża krwi. Pokonując pragnienie, Jasper nagryzł swój nadgarstek i przytknął go do ust dziewczyny. Gdy rana na brzuchu się zagoiła odetchnął z ulgą. Nakazał Elenie się położyć, a sam ruszył do kuchni po szklankę wody i coś do jedzenia dla swojej towarzyszki. Gdy wszedł do pokoju ujrzał nieruchome ciało wiszące nad łóżkiem. Elena popełniła samobójstwo. Dobrze znała historię Kateriny i według niej jedynym wyjściem była przemiana. To wszystko, te poświęcenie było, aby uratować swoich bliskich i nie narazić się pierwotnym. Miała w sobie krew wampira. I w tym momencie była w trakcie swojej przemiany. Przemiany w wampira.

___________________________________________________
I jak się podoba ? To taka mała zapowiedź, taki urywek z przeszłości ^^ Następny rozdział powinien pojawić się w następnym tygodniu.