- Cholera … -
przeklęłam w myślach.
Naprzeciwko mnie siedziała
młoda dziewczyna o czarnych jak węgiel włosach i takich samych oczach. Ale to
nie wygląd tu chodziło. Przynależała do innej rasy. Była wilkołaczycą. Szybko
odwróciłam się w stronę Damona.
- Emm.. Damon przepraszam
cię na chwilę, muszę wyjść do łazienki – oznajmiłam i podniosłam się z krzesła.
Bałam się zostawiać go sam na sam z tą dziewczyną, ale ostatecznie wyszłam.
Gdy weszłam do łazienki,
wyminęłam 2 dziewczyny przeglądające się w lustrze i poszłam na sam koniec
korytarza luster, aby zaznać trochę prywatności. Przeczesałam palcami włosy i
westchnęłam ciężko. Życie wampira pozornie wydaje się łatwe – mamy przecież
tyle zalet i umiejętności, które ułatwiłyby niejednemu człowiekowi życie. Jednak
pozory mylą – nasze człowieczeństwo w pewnym sensie nas niszczy. Poczucie winy
podczas zabijania jest wielkie, jak i
wyrzuty sumienia po dokonanym czynie. Dlatego niektórzy wyłączają swoje
człowieczeństwo i korzystają w pełni ze swojego wiecznego życia.
Damon
W moich myślach kłębiły
się tysiące myśli. Dominującym uczuciem była żądza zemsty. Tak bardzo chciałem
urwać łeb tej dziewczynie. Pamiętałem ją dobrze. Nawet zbyt dobrze. Miriam –
żądna zemsty wilkołaczyca. Za to, że wybiłem jej rodzinę pragnęła zemsty.
Znalazła mnie po paru latach i chciała mnie zabić. Wtedy żyłem pełnią życia z
Rose- moją przyjaciółką i wierną kompanką. Spotkałem ją podczas imprezy w
jednym z barów w Mystic Falls, wtedy ja i Rose byliśmy tam stałymi bywalcami.
Gdy mnie zobaczyła zagroziła mi śmiercią, na co ja ją wyśmiałem. Widocznie
popełniłem błąd. Była pełnia. Wraz z Rose wracaliśmy do domu w świetnych
humorach. Żartowaliśmy i śmialiśmy się. Zupełnie jak nastolatki wracające z
dobrej imprezy. Wtedy usłyszałem wycie. Nie zdążyłem się obejrzeć a chwilę
później Rose kotłowała się z Miriam na ziemi. Rzuciłem się na nią i próbowałem
ją odepnąć. Niestety było już za późno, na szyi Rose widniała głęboka rana,
powiększająca się z każdą chwilą. Nim się obejrzałem Miriam już nie było. Zostałem
sam z konającą z bólu przyjaciółką. Nim doniosłem ją do domu jej stan był
krytyczny. Rana rozrosła się i nie goiła. Wiedziałem, że to koniec. Musiałem
patrzeć jak bardzo cierpi. Nie mogłem. Położyłem ją delikatnie na łóżku i
korzystając z tego, że była słaba wszedłem w jej umysł. Stworzyłem iluzję jej
wcześniejszego życia. Zadbałem o wszystkie szczegóły, o to żeby nie czuła bólu,
tylko aby żyła wiecznie w wyśnionym świecie. Potem wziąłem kołek do ręki. W
ostatniej chwili chciałem uciec z tego miejsca, obrzydzał mnie czyn który
miałem wykonać. W sekundę opamiętałem się i wbiłem kołek w pierś Rose. Ostatni
oddech. Cisza. Moja przyjaciółka odeszła. Pocieszała mnie myśl, że umarła z
myślą, że jest razem ze swoją rodziną. Szczęśliwa. A jedynie czego pragnąłem to
zemsta...
Korzystając z chwili, że
wilkołaczyca opuściła bar i udała się w stronę łazienki, wyjąłem z kieszeni
małą torebkę z białym proszkiem w środku. Dosypałem jej trochę do drinka, mało
aby nie wyczuła podejrzanego zapachu, ale wystarczająco aby sprawić jej ból.
Taka dawka nie zrobi jej krzywdy, ale to był dopiero początek tego co zamierzam
zrobić.
Elena
Biłam się z myślami i
obwiniałam się za nieodpowiedzialność, gdy do łazienki weszła wilkołaczyca.
Opuściłam głowę, tak aby moje długie włosy zasłoniły mi twarz i podparłam się
rękoma o blat umywalki. Dziewczyna przejrzała się jeden raz w lustrze,
poprawiła sobie makijaż i opuściła pomieszczenie. Odetchnęłam z ulgą i
odrzuciłam do tyłu włosy. Czego ja się tak ukrywam ? Przecież jestem silniejsza.
Ale nie będę demonstrować mojej siły, więc w popłochu unikam kontaktu ze
wszelkimi istotami nadnaturalnymi. Mój głupi mechanizm obronny. Poprawiłam
włosy i wyszłam z łazienki, bo w końcu ile mogłam tu siedzieć ?
Nim zdążyłam wyjść z
pomieszczenia stanęłam jak wryta. Damon rozmawiał z tą dziewczyną. Dzisiaj była
pełnia, widocznie nie zdawał sobie sprawy jak bardzo to niebezpieczne. Cóż -
był tylko człowiekiem.
- Hej już jestem –
oznajmiłam radośnie, ukrywając targające mną emocje – mieszankę niepokoju i strachu.
- Świetnie, bo miałem
właśnie postawić ci kolejnego drinka – powiedział uśmiechając się i podsunął mi
krzesło.
- Dzięki – szepnęłam i
usiadłam. Dyskretnie rozejrzałam się dookoła i kontynuowałam przerwaną rozmowę
z Damonem. Parę minut później widziałam jak wilkołaczyca siedząca obok podnosi
szklankę i krzywi się, zanim przytknęła ją do ust. Nagle poderwała się z
krzesła i podeszła do Damona.
- Ty … - syknęła i
zacisnęłam dłonie w pięści. Nie zwracała uwagi na otaczający ją tłum, zresztą
słusznie bo wszyscy byli pijani i nie myśleli trzeźwo. Miałam cichą nadzieję,
że dziewczyna pomyliła Damona z kimś innym, ale szybko rozwiała moje
wątpliwości.
- Myślałeś że się nie
zorientuje ? Ty podstępny chamie. Chciałeś mnie otruć cwaniaczku. Myślałeś, że
nie wyczuje tojadu ? – warknęła i zmierzyła Damona spojrzeniem z serii „ te co
zabijają ”.
- Cóż, miałem taką
nadzieję, bo nic nie przeczy temu że jesteś taka pusta jak parę lat temu –
odpowiedział gniewnie, wstając z miejsca.
Barman obrzucił ich
spojrzeniem i wrócił do swoich obowiązków. Widocznie takie widoki były
codzienne, więc nie zwracał na nich uwagi.
- Chcesz skończyć jak
Twoja przyjaciółka ? Lepiej uważaj i popatrz w niebo i jeszcze raz pomyśl czy
dziś, właśnie dziś chcesz ze mną dyskutować – powiedziała ze złością i głosie i
już miała się rzucić na Salvatora.
- Hej, zostaw go –
krzyknęłam i stanęłam obok Damona. Wilkołaczyca zmierzyła mnie pełnym
nienawiści spojrzeniem i cicho warknęła.
- Elena, nie mieszaj się w
to – odparł cicho Damon, lekko odciągając mnie od rozwścieczonej dziewczyny.
Nie wiedziałam jak ich
powstrzymać przez bitką, bez budzenia jakichkolwiek podejrzeń, więc cofnęłam
się o krok i lekko się zachwiałam.
- Damon, proszę, odprowadzisz
mnie do domu ? Kręci mi się w głowie – szepnęłam słabo, podpierając się o blat
baru. Mężczyzna od razu znalazł się obok mnie, więc widocznie połknął haczyk.
Rzucił ostatnie zawistne spojrzenie wilkołaczycy i ruszył ze mną do wyjścia,
cały czas obejmując mnie w talii i asekurując mnie, na wypadek gdybym upadła.
Gdy byliśmy już na
parkingu przy wejściu do lokalu, wpadła mi na myśl jedna sprawa.
- Zapomniałam torebki.
Zaraz wracam – powiedziałam i uprzedzając jego pytania ruszyłam w stronę
lokalu.
Na szczęście w łazience
przy lustrze stała dziewczyna, z którą kłócił się Damon. Widocznie nie wyczuła
mojej obecności, bo gdy nagle ujrzała moje odbicie w lustrze za sobą,
podskoczyła.
- Co do … - urwała widząc
moją zawziętą minę.
- Jeśli cokolwiek zrobisz
Damon’owi to osobiście się policzymy – syknęłam, robiąc krok w jej stronę.
- Złotko, nie mieszaj się
do rzeczy, o których nie masz pojęcia. Już lepiej się czujesz ? Główka nie boli
? – odparła ironicznie i prychnęła, rzucając mi lekceważące spojrzenie.
I tu popełniła błąd. Nagle
przestało być dla mnie ważne cokolwiek, czy mnie odkryją czy nie.
W ułamku sekundy złapałam
ją za szyję i przycisnęłam do pobliskiej ściany. Była zaskoczona takim obrotem
akcji i próbowała się wyrwać. Niestety, na próżno. Wzmocniłam uścisk.
- Po pierwsze nie jesteśmy
na ty. Po drugie nie będziesz mi rozkazywać. A po trzecie… złotko to ty uważaj
na mnie – syknęłam i przymrużyłam oczy. Popchnęłam ją z takim impetem że
rozbiła lustro. Na podłodze poniewierały się odłamki szkła, a parę z nich wbiło
się w skórę wilkołaczycy.
Nagle dziewczyna krzyknęła
i zaczęła się wić po podłodze. Ja stałam naprzeciwko niej i uśmiechałam się
władczo.
- Do zobaczenia. Zakładam,
że nadejdzie szybko – rzuciłam na odchodnym i wyszłam z łazienki.
- Już jestem – odparłam
radośnie będąc przy Damonie.
- Znalazłaś torebkę ? –
zapytał i spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Tak, cała i zdrowa
–zażartowałam i uniosłam czerwoną torebkę do góry. Oczywiście nie była moją
własnością, ukradłam ją przy wyjściu.
Damon uśmiechnął się tylko
i powoli ruszyliśmy. Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim, opowiedziałam mu
wymyśloną historyjkę o mojej rodzinie i wrażeniach szkolnych.
- Dziękuję za odprowadzenie
– odparłam z wdzięcznością, rzucając mu pożegnalne spojrzenie. Wiedziałam że w
każdej chwili możemy się spotkać, ponieważ wymieniliśmy się numerami telefonów.
O tym szczególe po raz drugi nie śmiałam zapomnieć – Sam dasz radę pójść do
domu ? Może zamówić ci taksówkę ? – spytałam z troską.
Damon prychnął śmiechem i
uśmiechnął się łobuzersko.
- Eleno, nic mi nie grozi.
Jestem dużym chłopcem – odparł i pożegnał się ze mną.
Zaczęłam szukać w kieszeni
spodni kluczy, a kiedy je znalazłam otworzyłam drzwi. Weszłam do środka i
zapaliłam światło w salonie. Po krótkim prysznicu, przebrałam się w koszulę
nocną i spróbowałam zasnąć. Nie wiem ile spałam ale obudziłam się w środku
nocy. Na zewnątrz słyszałam cykanie świerszczy i ciche pohukiwanie sowy. Coś
kazało mi wstać z łóżka. Nie wiem co to było, ale mimowolnie ubrałam się w
jeansy i nałożyłam bluzę. Wyszłam z domu, zamknęłam dokładnie drzwi. Jakaś
siła, nie umiałam określić co to ciągnęła mnie do lasu za moim domem. Coś
nakazywało mi tam iść. I postanowiłam, że zaufam intuicji.
***
Przedzierałam się przez
gęste chaszcze, które zaczepiały się o moje ubrania. Nie dbałam o podarte
jeansy i poszarpaną bluzę. W wampirzym tempie biegłam przez las. Wszystko
działo się jak w zwolnionym tempie, każdy szczegół nie mógł umknąć mojej
uwadze.
Nagle zatrzymałam się. W
oddali dało się słyszeć jakieś szmery. Na oko 40 km stąd. Ruszyłam przed
siebie, w kierunku dźwięku. Gdy byłam coraz bliżej słyszałam głosy. Głosy
mężczyzn i kobiet. Nie mogłam określić ilu ich tam jest, ale ich głosy były
podniesione, a niektóre szeptały niskim głosem groźby. Po lesie rozległ się
przeraźliwy krzyk, przepełniony bólem. Biegłam szybciej. Nie wiedziałam co
robię, moje ciało i moje myśli były dwoma różnymi biegunami. W głowie kotłowały
mi się najróżniejsze myśli, a nawet wizje. To mnie rozsadzało od środka.
Dotarłam na miejsce.
Stałam na wzgórzu, a na dole rozciągała się polana, otoczona drzewami.
Zdziwiłam się, przecież polany, są w odosobnieniu, nie ma w zasięgu drzew. Ale
nie to było teraz najważniejsze. Na dole, stało 6 osób, jeden czarnowłosy
mężczyzna a naprzeciwko niego grupka ludzi : 4 mężczyzn i kobieta. Kobieta o
czarnych jak węgiel włosach. I czarnowłosy mężczyzna.
- Tylko nie to –
przemknęło mi przez myśl. W jednej sekundzie znalazłam się na polanie. Na mój
widok wszyscy obrócili się w moją stronę, gotowi do ataku, niczym atakujące
kobry. Tylko jeden mężczyzna spojrzał na mnie zaskoczony i ze strachem w
oczach.
- Elena – szepnął. Nic
więcej nie trzeba było mi usłyszeć. Wiedziałam, że nam wszystkim grozi
niebezpieczeństwo. Podeszłam do niego i dotchnęłam jego ramienia.
- Damon, zaufaj mi –
powiedziałam cicho i spojrzałam przed siebie. Nad nami na bezgwiezdnym niebie
widniał wielki księżyc. Księżyc w pełni.
- Widzę Damonie, że
zwabiłeś tu swoją nieobliczalną towarzyszkę – powiedziała z przekąsem dziewczyna
z baru.
- Ona nie ma z tym nic
wspólnego ! Elena uciekaj ! – krzyknął do mnie Damon z determinacją w oczach.
Odpowiedziałam mu takim samym spojrzeniem i popatrzyłam hardo w oczy
wilkołaczycy.
- 5 na jednego ? Dobrze,
że przyszłam, to choć trochę wyrównam rachunek – żachnęłam się. Po chwili
namysłu dodałam : - Noga już nie boli ?
Wiedziałam, że gdy
popchnęłam ją na lustro w łazience skaleczyła się mocno w nogę i plecy.
- Nie, dziękuję za troskę
– wysyczała przez zęby, a jej oczy zaczęły przybierać barwę złota. Damon
momentalnie stanął przede mną, gotów obronić mnie własnym ciałem
– Damonie, twoje wysiłki
są bezskuteczne. Ta wampirzyca umie sama się obronić – wykrzyknęła z
zadowolonym wyrazem twarzy.
Czarnowłosy popatrzył na
mnie z dezorientacją a ręce zacisnął w pięści. Jego spojrzenie wyrażało
niepewność tym co właśnie usłyszał. Skinęłam nieznacznie głową, na znak że to
prawda, a jego twarz zakryła maska. Zero uczuć. W tej samej chwili w szybkim
tempie doskoczył do nas wilkołak. Sekundę później w ślad za nim ruszyła
pozostała czwórka. Damon odepchnął go ode mnie i ruszył do ataku. Nie wahając
się ja również zaczęłam walczyć. W ułamku sekundy doskoczyłam do wilkołaczycy i
chwyciłam ją za gardło. Wyszarpnęła się i tak przez parę sekund kotłowałyśmy
się po ziemi. Korzystając z okazji jaka nagle się wydarzyła, wyrwałam jej serce
i jej martwe ciało upadło na podłoże zaplamione krwią. Odwróciłam się i
zauważyłam, że Damon walczy z dwoma wilkołakami. Pod wpływem impulsu szybko
podbiegłam do jednego i zręcznie skręciłam mu kark. To samo Damon zrobił z
drugim.
Wszystko wskazywało na to,
że zabiliśmy wszystkich. Odetchnęłam z ulgą. Teraz chciałam wszystko
wytłumaczyć Damonowi, choć sama byłam zaskoczona faktem, że mężczyzna jest
wampirem, tak jak ja.
Nagle z zarośli wybiegł
ostatni wilkołak. Damon nie zdążył się odwrócić, a ten powalił go na ziemię. Nie
miałam czasu na zastanowienie się co robić. To była hybryda. Był silniejszy. Milimetry
dzieliły go od szyi wampira, był gotów aby go ugryźć. Ugryzienie wilkołaka była
śmiertelne dla wampira. Nie dbałam o to, że ktoś może mnie odkryć. Skupiłam
swoją uwagę na hybrydzie. W tej samej chwili, wilkołak odskoczył od Damona jak
oparzony i przez parę sekund wił się po ziemi i zamarł. Cała drżałam, nie
mogłam tego opanować. Czarnowłosy zmaterializował się przy mnie i mocno mnie
przytulił.
- Elena, wszystko w
porządku – wyszeptał mi we włosy.
Przymknęłam oczy,
rozkoszując się dotykiem Damona i jego zapachem drogich perfum. Jednak szybko
się otrząsnęłam.
- Nie Damon. Nic nie jest
dobrze – odparłam łamiącym się głosem. Mężczyzna posłał mi tylko pytające
spojrzenie, a ja wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Nic nie jest dobrze… -
wyszeptałam, spuszczając głowę. Po chwili zniknęłam w gęstwinie lasu. A Damon
stał zdezorientowany na polanie. Niestety, pokazałam zbyt wiele. A to może mnie
dużo kosztować…
________________________________________________________________
Emm..
Pewnie mnie zabijecie za taki długi czas czekania :') Przepraszam, ale szkoła i wiecie...
Mam nadzieję, że ten rozdział, trochę dłuższy od innych wam to wynagrodzi.
Tak na przyszłość : rozdziały będą dodawane kiedy mam czas, postaram się je dodawać jak najczęściej.
Polecam sobie włączyć załączoną muzyczkę podczas czytania " ostatniego fragmentu " :)
Więc... miłego czytania <3 Czekam na wasze komentarze, bardzo mnie motywują !