niedziela, 21 września 2014

Rozdział VI

Obudziłam się wcześniej niż zwykle i spojrzałam na śpiącą obok blondynkę. Oddychała spokojnie i cicho pochrapywała. Uśmiechnęłam się na widok śpiącej Caroline i delikatnie wstałam z łóżka, aby nie obudzić dziewczyny. 
Zeszłam na dół i skierowałam się w stronę łazienki. Była 6 rano, a ja czułam się w pełni wypoczęta, więc postanowiłam powoli szykować się na zajęcia. Stojąc przed lustrem i czesząc włosy, myślałam intensywnie o Damonie. Nie widziałam go już prawie 2 dni, a jednak brakowało mi go, a przecież prawie go nie znałam. Musiałam przestać zaprzątać sobie głowę mężczyznami i skupić się na swoim życiu. Zdarzało mi się nieraz ingerować w życie innych, co miało nieprzyjemne skutki, więc musiałam przestać o nim myśleć. 
- Łatwiej powiedzieć niż zrobić - mruknęłam na przekór moim myślom. Potrząsnęłam lekko głową i delikatne loki na mojej głowie opadły na moje ramiona. Zadowolona z efektu uśmiechnęłam się do swojego odbicia. 
- Dzień dobry śpiochu - odparłam wesoło nie odwracając się. Za mną oparta o framugę drzwi stała Caroline. 
- Dobry - zaśmiała się i pokręciła głową - Cieszę się że jesteś w lepszym nastroju niż wczoraj - oznajmiła lustrując mnie uważnie wzrokiem. Puściłam jej ostatnią uwagę mimo uszu i wyszłam z łazienki. 
- Za 20 minut masz być gotowa ! Inaczej spóźnimy się na wykłady - odkrzyknęłam wchodząc na piętro. 
Gdy weszłam do sypialni Caroline, rozejrzałam się dookoła i otworzyłam pierwszą szafkę w jej szafie. Często, gdy nocowałyśmy u siebie, rano wymieniałyśmy się ubraniami, więc na dobrą sprawę mogłam pożyczyć któreś z jej ubrań. Mój wybór padł na niebieski, lekko obcisły top i czarne rurki. Do tego wybrałam czarne szpilki, które dodawały mojemu strojowi elegancji i sprawiały, że właściciel który je nosił wyglądał bardzo kusząco. Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam wkładać na siebie wybrane ciuchy. 
Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół do salonu i usiadłam na kanapie, czekając na kanapie.
- Pośpiesz się Care - krzyknęłam i włączyłam komórkę. Na wyświetlaczu widniało powiadomienie o 5 nieodebranych połączeniach. Kto mógłby się tak do mnie dobijać ? Gdy kliknęłam na ikonkę nieodebranych połączeń wyświetliła mi się nazwa. 
- Oczywiście- mruknęłam i odczytałam imię. Damon. 
- Już jestem - oznajmiła Caroline, zarzucając sobie torebkę na ramię - Idziesz ?
- Tak, tak - odparłam szybko i usunęłam powiadomienia. Chwyciłam w locie moją torbę i wyszłam z domu.

***
- Panno Gilbert jaka jest odpowiedź na to pytanie ? - z zamyślenia wyrwał mnie głos nauczyciela uczącego biologii.
W popłochu próbowałam sobie przypomnieć o co pytał, ale bezskutecznie.
- Radziłbym na drugi raz bardziej uważać - przypomniał groźnie patrząc w moją stronę i wrócił do prowadzenia lekcji. Od rana chodziłam jak nieprzytomna, a głowę zaprzątały mi miliony myśli. Nie potrafiłam na niczym skupić swojej uwagi. Pochyliłam się nad zeszytem i zaczęłam notować. 
Parę minut potem do sali biologicznej zapukał pewien mężczyzna.
- Czy można prosić na chwilę Elenę Gilbert ? – powiedział męski głos i moim oczom ukazał się Damon. Otworzyłam szeroko oczy i zamarłam. Czego on do cholery ode mnie chce i to w środku lekcji ? Skąd…
- Hmm.. tak proszę. Eleno ktoś do ciebie – powiedział nauczyciel i skinął głową w moją stronę. Niepewnie wstałam z miejsca i wyszłam z sali.
- Co ty tu robisz ? – warknęłam gdy znaleźliśmy się na korytarzu.
- Nie pogrywaj ze mną Elena. Wiem co widziałem i oczekuję tego, że mi wszystko wytłumaczysz – odpowiedział tym samym tonem – Po prostu pogadajmy – dodał łagodniej patrząc mi głęboko w oczy.
Od tego spojrzenia lekko zakręciło mi się w głowie, po czym westchnęłam ciężko.
- Dobrze. Tylko napiszę Caroline, że nie wrócę na lekcje i żeby wzięła moje rzeczy – powiedziałam zrezygnowana i wyciągnęłam komórkę.
Po napisaniu sms’a ruszyłam z Damonem w stronę jego samochodu. Mężczyzna otworzył przede mną drzwiczki, a ja wsiadłam do środka i wbiłam wzrok w szybę. Droga do mojego domu minęła w całkowitym milczeniu, a ciszę przerywała cicha piosenka z radia.
- To tutaj – odparłam cicho, mimo to że Damon wiedział gdzie mieszkam. Wyłączył silnik i przez chwilę zamarł w bezruchu.
- Jesteś zła ? – zapytał patrząc się w moją stronę.
- Nie. Chodźmy – odpowiedziałam wymijająco i wyszłam z samochodu. Wyciągnęłam z kieszeni klucze i otworzyłam drzwi.
- Wejdź.
***
- Po prostu nie mogę pogodzić się z tym faktem. Po co ryzykowałaś i przyszłaś na polanę ? W ogóle skąd wiedziałaś, że tam jestem ? – zasypał mnie pytaniami, gdy usiedliśmy na kanapę.
- Nie wiedziałam. Po prostu… - urwałam i zastanawiałam się jak wyplątać się z tej sytuacji. Musiałam skłamać – Byłam na spacerze w pobliżu i usłyszałam krzyki.
Damon pokręcił z niedowierzaniem głową i upił łyk burbonu. Wiedziałam, że mi nie wierzy, ale to nie było najważniejsze. Innego wytłumaczenia nie znajdę.
- Damon.. mieszkałeś w Mystic Falls ? Masz tam jakąś… rodzinę ? – zapytałam niepewnie.
- Mieszka tam mój brat i jego dziewczyna, Lexi – odparł odkładając szklankę – Jutro wyjeżdżam – dodał.
- Co ? – wymknęło mi się. Popatrzyłam na niego oszołomiona. Nie chciałam, żeby wyjeżdżał.
- Powiedzmy, że mam w Mystic Falls coś do załatwienia. Wiesz, to miasto jest nieprzewidywalne – odparł z uśmiechem.
- Nie rozumiem. Dlaczego tak nagle wyjeżdżasz ? Czy nie przyjechałeś do Nowego Yorku, aby się zabawić ? – zapytałam lekko oburzona jego decyzją.
- Owszem, ale sprawy wyższej wagi wzywają – oznajmił i podniósł się z kanapy – Będę się zbierał – odparł.
Już miałam go zatrzymać, aż nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
- Damon… czy będę mogła się z Tobą zabrać ? Dawno nie byłam w Mystic Falls – powiedziałam uśmiechając się.
- W sumie, czemu nie – zastanowił się – A przypadkiem nie masz studiów na głowie ?
- Aktualnie przechodzą na drugi plan – odparłam wesoło, a w środku skakałam z radości.
Coś ciągnęło mnie do tego mężczyzny, coś co nie pozwalało mi, abym pozwoliła mu wyjechać.
- Przyjadę po ciebie o 9, bądź gotowa – odparł na wychodnym i uśmiechnął się łobuzersko.

Czułam, że zapowiada się ciekawa podróż…

__________________________________________________________________________
Krótki rozdział, ale cóż... Pisany na szybko :P 
trochę mnie to zmartwiło, że pod ostatnim postem było aż 100 wyświetleń a ledwo 9 komentarzy :C
Proszę, jeśli czytacie rozdział, skomentujcie, nie wiecie nawet jaka to radość ! Możecie nawet skomentować jako Anonimowy :) 
Następny rozdział dodam/ zacznę pisać jak będzie ponad 10 komentarzy ! 
Buźka <3 

niedziela, 14 września 2014

Rozdział V

Przewracałam się z boku na bok. Łzy ciekły mi po policzkach a głowę rozsadzał ból. Sen nie przynosił ukojenia, a wręcz przeciwnie. Zmęczona dzisiejszym wieczorem próbowałam zasnąć. Nie wiem kiedy, ale udało mi się.

Biegłam przez gęsty las. W górze, na niebie pełnym gwiazd widniał księżyc.
 Za parę dni miała być pełnia, a potem zaćmienie księżyca. To bardzo rzadkie zjawisko, ale w ciągu swojego długiego życia, miałam okazję je parę razy zobaczyć. Zawsze budziło we mnie wewnętrzny niepokój. Czułam czyjąś obecność, ktoś mnie gonił. Ktoś chciał mnie zabić. Poruszałam się bardzo wolno, wszystkie moje ruchy zostały opóźnione. Oddychałam szybciej, a moje serce biło szybciej niż powinno. Potknęłam się. Z mojej ręki leciała krew. Zacisnęłam zęby, próbując wytrzymać ból. Dziwne. Czemu rana się nie goiła ? Wtedy zauważyłam, że mam na sobie długą, muślinową suknię, taką samą jaką miałam balu w 18 wieku. Podniosłam głowę i ujrzałam stojącą nade mną dziewczynę o zaciętym wyrazie twarzy.
- Bonnie ! – wykrzyknęłam i próbowałam się podnieść.
Dziewczyna nie reagowała, nie mrugała, nie oddychała. Wydałam z siebie krzyk pełen przerażenia, gdy nagle ciało Bonnie upadło, a za nią stał mężczyzna w czarnym kapturze. Trzymał on serce, serce człowieka. Przez jego ciemny ubiór i kaptur zasłaniający twarz, nie mogłam go rozpoznać.
- Witaj Eleno – powiedział niskim głosem – Żegnaj Eleno.
I potem była tylko ciemność…
Otworzyłam oczy. Wokół mnie była wszechogarniająca cisza. Byłam w jakimś pomieszczeniu, sama nie wiem, ale blask ze wszystkich stron oślepiał mnie, że nie mogłam otworzyć do końca oczu.
Nagle znikąd pojawiła się przede mną młoda kobieta o brązowych włosach i czekoladowych oczach. Miała łagodny wyraz twarzy, a jednocześnie zatroskany, jakby martwiła się o swoje dziecko.
- Mamo – szepnęłam niedowierzając temu co widzę. Łzy popłynęły mi po policzkach i wstałam z podłogi – Mamo !
Rzuciłam się kobiecie na szyję i gorzko załkałam, niczym małe dziecko, które przychodzi do matki, gdy się skaleczyło lub upadło.
- Moje kochanie – powiedziała po bułgarsku kobieta i odwzajemniła uścisk. Przez chwilę kołysała mnie w swoich ramionach, próbując mnie uspokoić. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. To wyglądało jak rzeczywistość. Kobieta rozluźniła uścisk i dokładnie mi się przyjrzała.
- Eleno kochanie… uważaj na siebie. Jesteś wyjątkowa i bardzo silna. Zło jest coraz bliżej i niesie ze sobą śmierć. Uważaj, do miasta zbliża się… - urwała i wydała z siebie krzyk. Krzyk przepełniony bólem. Upadła martwa.
- Mamo ! – krzyknęłam i rzuciłam się na kolana, sprawdzając puls.
- Nie, nie, nie, nie ! Nie opuszczaj mnie – łkałam, cała się trzęsąc.
- Nieładnie mi tak uciekać Eleno – zamruczał niski głos. Odwróciłam się i zanim zobaczyłam twarz mojego oprawcy pochłonęła mnie ciemność…

- NIE ! – krzyknęłam siadając na łóżku. Cała drżałam i byłam oblana zimnym potem. Trochę trwało, zanim uspokoiłam swój oddech i opadłam z powrotem na poduszkę. Spojrzałam na zegarek – 4.30.
Zajęcia zaczynają się o 8, a ja nie miałam zamiaru dłużej spać. Prawie nigdy nie miałam koszmarów, a jeśli tak, to nie aż takie realistyczne. W tym śnie wszystko było takie wyraźnie i… realne. Na samą myśl o tym przeszedł mnie dreszcz. Wstałam z łóżka i ruszyłam szybkim krokiem do łazienki. Gdy znalazłam się już przed lustrem, zapaliłam światło. Światło zalało całe pomieszczenie, dając poczucie bezpieczeństwa i ukojenia. Podparłam się o blat i westchnęłam ciężko, na myśl o mamie.
Zginęła gdy miałam 19 lat, zamordowana przez pierwotnego wampira – Klausa.
Dotchnęłam opuszkami palców naszyjnika wiszącego na mojej szyi. Był to prezent urodzinowy na moje 19 urodziny od mamy. Mówiła, że będzie mnie chronił. To były jedne z jej ostatnich słów jakie usłyszałam. Ona wiedziała, że umrze. Nie bała się śmierci. Te urodziny były moimi ostatnimi, 3 miesiące po tym jak skończyłam 19 lat, Jasper przemienił mnie w wampira.
- Na zawsze w ciele 19-letniej kobiety- pomyślałam z przekąsem.
Porzucając swoje przemyślenia, wzięłam krótki, orzeźwiający prysznic i rozczesałam włosy. Nałożyłam miętową, rozkloszowaną sukienkę oraz buty na koturnie. Jeszcze raz przejrzałam się swojemu odbiciu w lustrze i ruszyłam na dół, do salonu. Nie wiedziałam co robić, przez te 2 godziny które mi zostały, więc włączyłam telewizję i wlepiłam wzrok w ekran. 
Wskazówki zegara poruszały się w wolnym tempie, jakby w ogóle nie zmieniały swojego położenia.
Wreszcie nadeszła upragniona godzina, mogłam wyjść z domu.
- Hej Caroline – przywitałam się, gdy zobaczyłam przyjaciółkę na dziedzińcu. Bardzo chciałam jej opowiedzieć swój dziwne sen, ale wydawał mi się taki osobisty, że zrezygnowałam.
- Hej Elena. Coś się stało ? – spytała zatroskana blondynka. Cała Caroline. Czasami żałowałam, że zna mnie na wylot i nawet gdy mam lekko spięte mięśnie, myśli że wydarzyło się coś złego.
- Nie. Zupełnie nic – uśmiechnęłam się sztucznie – Chodźmy, wykłady zaraz się zaczną.
Przyjaciółka pokręciła głową z powątpiewaniem i ruszyła za mną.
- Zaraz. Gdzie jest Bonnie ? – spytałam i stanęłam jak wryta – Nigdy nie opuściłaby zajęć, bez powiadomienia nas o tym.
- Ja… nie wiem Elena. Może zapomniała, może coś jej wypadło. Zadzwonimy do niej po lekcjach. Chodź – odparła niepewnie i pociągnęła mnie za rękę.
Zmarszczyłam brwi, ale ruszyłam posłusznie w stronę budynku.
Lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie, a gdy zabrzmiał upragniony dzwonek zwiastujący koniec ostatniej lekcji, szybko spakowałam swoje rzeczy do torby.
Właśnie miałam wychodzić z sali, ale ktoś złapał mnie za rękę i odchrząknął znacząco.
- Elena, może dziś wpadniesz do mnie na noc ? Mama ma nocny dyżur, więc… cały dom dla nas – oznajmiła z uśmiechem Caroline.
- W sumie… - zastanowiłam się – Niezły pomysł. Będę o 18, tylko zajdę do domu i się spakuję – odparłam i zarzuciłam torbę na ramię.
- Idziemy ? – spytała blondynka. Skinęłam potakująco głową i wyszłyśmy z sali.
Gdy wychodziłyśmy z akademika, Caroline nagle się zatrzymała i o mały włos a wpadłabym na nią.
- Caroline co się … - urwałam, gdy zobaczyłam kto stoi na parkingu.
Czarnowłosy mężczyzna oparty o swoje czarne volvo.
- Czy to nie ten mężczyzna z baru ? – zapytała nieufnie blondynka.
- Ten sam – westchnęłam patrząc się na Damona – Powiedz mu, że śpieszyłam się do domu – odparłam szybko i ruszyłam w kierunku domu.
- Elena zaczekaj – krzyknął Damon, ruszając w moją stronę. Gdy stanął naprzeciwko mnie, wszystkie spojrzenia były zwrócone w naszą stronę. Dziewczyny chichotały cicho, trącały się znacząco, a niektóre patrzyły na nas z zazdrością.
- Co ty tu robisz ? – syknęłam – Wyjaśniliśmy sobie wszystko.
- Otóż, to Elena, nic sobie nie wyjaśniliśmy. Uciekłaś, nie pamiętasz ? Domagam się wyjaśnień, bo to co się wczoraj zdarzyło, raczej nie było normalne – odparłam zdenerwowany.
Rozejrzałam się spięta dookoła i popatrzyłam Damonowi prosto w oczy.
- Do widzenia Damon – powiedziałam wymijająco i odeszłam szybkim krokiem, zostawiając za sobą dziedziniec i Damona.
Caroline wszystko widziała i czułam, że dziś wieczorem będę musiała się jej ostro tłumaczyć. Cóż, zawsze mogę coś nazmyślać, Care nie zna prawdy. Nikt nie zna prawdy.
***
- Caroline nie zaczynaj ! – powiedziałam po raz kolejny uniesionym głosem. Moja przyjaciółka próbowała wyciągnąć ze mnie jakiekolwiek informacje na temat dzisiejszego zajścia na dziedzińcu.
- Elena co wczoraj się wydarzyło ? Chodzisz dziś jak jakiś trup a nagle pojawia się Damon i oczekuje od Ciebie jakiś wyjaśnień !
- To nie twoja sprawa Care – wycedziłam i nakryłam się poduszką.
- Jestem twoją przyjaciółką mam prawo poznać prawdę ! – wykrzyknęła i zrzuciła ze mnie poduszkę.
- Caroline ! Przyszłam do ciebie na babski wieczór a nie na przesłuchanie ! – oparłam ze złością i zeskoczyłam z łóżka na którym siedziałyśmy. Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Lekki wiatr owiał moją twarz i trochę mnie uspokoił.
- Dobra, przepraszam. Ale to nie znaczy, że dam spokój – odparła zakłopotana Caroline – Hej co jest grane ? – spytała podchodząc do mnie i przytulając mnie mocno.
- Bonnie nie odbiera telefonów – powiedziałam drętwo, pokazując jej ekran mojej komórki. Widniał na nim napis : 20 nieodebranych połączeń : Bonnie Bennet.
- Też do niej dzwoniłam. To samo, poczta głosowa – westchnęła cicho i rzuciła się na łóżko. Dołączyłam do niej i przez parę minut leżałyśmy tak w ciszy.
- Jak myślisz coś jej się stało ? – spytała cicho blondynka.
- Nie wiem – odparłam i wbiłam wzrok w sufit. 


----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, wiem krotki rozdział... No ale pojawił się bardzo szybko, nieprawdaż ? Dostałam nagłego ataku weny i pomyślałam, że ten rozdział będzie takim pocieszeniem, bo na pewno w ciągu tygodnia nic nie napiszę. 
Jak się podoba ? 
Czytasz = komentujesz 
Proszę to dla mnie motywacja :') 
Jeśli nie masz konta na bloggerze, to możesz skomentować jako anonimowy, a ja będę szczęśliwa i zmobilizowana do pracy ! 
* już 2.10 premiera TVD *U* nie mogę się doczekać ! * 



sobota, 13 września 2014

Rozdział IV

- Cholera … - przeklęłam w myślach. 
Naprzeciwko mnie siedziała młoda dziewczyna o czarnych jak węgiel włosach i takich samych oczach. Ale to nie wygląd tu chodziło. Przynależała do innej rasy. Była wilkołaczycą. Szybko odwróciłam się w stronę Damona.
- Emm.. Damon przepraszam cię na chwilę, muszę wyjść do łazienki – oznajmiłam i podniosłam się z krzesła. Bałam się zostawiać go sam na sam z tą dziewczyną, ale ostatecznie wyszłam.
Gdy weszłam do łazienki, wyminęłam 2 dziewczyny przeglądające się w lustrze i poszłam na sam koniec korytarza luster, aby zaznać trochę prywatności. Przeczesałam palcami włosy i westchnęłam ciężko. Życie wampira pozornie wydaje się łatwe – mamy przecież tyle zalet i umiejętności, które ułatwiłyby niejednemu człowiekowi życie. Jednak pozory mylą – nasze człowieczeństwo w pewnym sensie nas niszczy. Poczucie winy podczas zabijania jest wielkie, jak i  wyrzuty sumienia po dokonanym czynie. Dlatego niektórzy wyłączają swoje człowieczeństwo i korzystają w pełni ze swojego wiecznego życia.
Damon
W moich myślach kłębiły się tysiące myśli. Dominującym uczuciem była żądza zemsty. Tak bardzo chciałem urwać łeb tej dziewczynie. Pamiętałem ją dobrze. Nawet zbyt dobrze. Miriam – żądna zemsty wilkołaczyca. Za to, że wybiłem jej rodzinę pragnęła zemsty. Znalazła mnie po paru latach i chciała mnie zabić. Wtedy żyłem pełnią życia z Rose- moją przyjaciółką i wierną kompanką. Spotkałem ją podczas imprezy w jednym z barów w Mystic Falls, wtedy ja i Rose byliśmy tam stałymi bywalcami. Gdy mnie zobaczyła zagroziła mi śmiercią, na co ja ją wyśmiałem. Widocznie popełniłem błąd. Była pełnia. Wraz z Rose wracaliśmy do domu w świetnych humorach. Żartowaliśmy i śmialiśmy się. Zupełnie jak nastolatki wracające z dobrej imprezy. Wtedy usłyszałem wycie. Nie zdążyłem się obejrzeć a chwilę później Rose kotłowała się z Miriam na ziemi. Rzuciłem się na nią i próbowałem ją odepnąć. Niestety było już za późno, na szyi Rose widniała głęboka rana, powiększająca się z każdą chwilą. Nim się obejrzałem Miriam już nie było. Zostałem sam z konającą z bólu przyjaciółką. Nim doniosłem ją do domu jej stan był krytyczny. Rana rozrosła się i nie goiła. Wiedziałem, że to koniec. Musiałem patrzeć jak bardzo cierpi. Nie mogłem. Położyłem ją delikatnie na łóżku i korzystając z tego, że była słaba wszedłem w jej umysł. Stworzyłem iluzję jej wcześniejszego życia. Zadbałem o wszystkie szczegóły, o to żeby nie czuła bólu, tylko aby żyła wiecznie w wyśnionym świecie. Potem wziąłem kołek do ręki. W ostatniej chwili chciałem uciec z tego miejsca, obrzydzał mnie czyn który miałem wykonać. W sekundę opamiętałem się i wbiłem kołek w pierś Rose. Ostatni oddech. Cisza. Moja przyjaciółka odeszła. Pocieszała mnie myśl, że umarła z myślą, że jest razem ze swoją rodziną. Szczęśliwa. A jedynie czego pragnąłem to zemsta...
Korzystając z chwili, że wilkołaczyca opuściła bar i udała się w stronę łazienki, wyjąłem z kieszeni małą torebkę z białym proszkiem w środku. Dosypałem jej trochę do drinka, mało aby nie wyczuła podejrzanego zapachu, ale wystarczająco aby sprawić jej ból. Taka dawka nie zrobi jej krzywdy, ale to był dopiero początek tego co zamierzam zrobić.


Elena
Biłam się z myślami i obwiniałam się za nieodpowiedzialność, gdy do łazienki weszła wilkołaczyca. Opuściłam głowę, tak aby moje długie włosy zasłoniły mi twarz i podparłam się rękoma o blat umywalki. Dziewczyna przejrzała się jeden raz w lustrze, poprawiła sobie makijaż i opuściła pomieszczenie. Odetchnęłam z ulgą i odrzuciłam do tyłu włosy. Czego ja się tak ukrywam ? Przecież jestem silniejsza. Ale nie będę demonstrować mojej siły, więc w popłochu unikam kontaktu ze wszelkimi istotami nadnaturalnymi. Mój głupi mechanizm obronny. Poprawiłam włosy i wyszłam z łazienki, bo w końcu ile mogłam tu siedzieć ?
Nim zdążyłam wyjść z pomieszczenia stanęłam jak wryta. Damon rozmawiał z tą dziewczyną. Dzisiaj była pełnia, widocznie nie zdawał sobie sprawy jak bardzo to niebezpieczne. Cóż - był tylko człowiekiem.
- Hej już jestem – oznajmiłam radośnie, ukrywając targające mną emocje – mieszankę niepokoju i strachu.
- Świetnie, bo miałem właśnie postawić ci kolejnego drinka – powiedział uśmiechając się i podsunął mi krzesło.
- Dzięki – szepnęłam i usiadłam. Dyskretnie rozejrzałam się dookoła i kontynuowałam przerwaną rozmowę z Damonem. Parę minut później widziałam jak wilkołaczyca siedząca obok podnosi szklankę i krzywi się, zanim przytknęła ją do ust. Nagle poderwała się z krzesła i podeszła do Damona.

- Ty … - syknęła i zacisnęłam dłonie w pięści. Nie zwracała uwagi na otaczający ją tłum, zresztą słusznie bo wszyscy byli pijani i nie myśleli trzeźwo. Miałam cichą nadzieję, że dziewczyna pomyliła Damona z kimś innym, ale szybko rozwiała moje wątpliwości.
- Myślałeś że się nie zorientuje ? Ty podstępny chamie. Chciałeś mnie otruć cwaniaczku. Myślałeś, że nie wyczuje tojadu ? – warknęła i zmierzyła Damona spojrzeniem z serii „ te co zabijają ”.
- Cóż, miałem taką nadzieję, bo nic nie przeczy temu że jesteś taka pusta jak parę lat temu – odpowiedział gniewnie, wstając z miejsca.
Barman obrzucił ich spojrzeniem i wrócił do swoich obowiązków. Widocznie takie widoki były codzienne, więc nie zwracał na nich uwagi.
- Chcesz skończyć jak Twoja przyjaciółka ? Lepiej uważaj i popatrz w niebo i jeszcze raz pomyśl czy dziś, właśnie dziś chcesz ze mną dyskutować – powiedziała ze złością i głosie i już miała się rzucić na Salvatora.
- Hej, zostaw go – krzyknęłam i stanęłam obok Damona. Wilkołaczyca zmierzyła mnie pełnym nienawiści spojrzeniem i cicho warknęła.
- Elena, nie mieszaj się w to – odparł cicho Damon, lekko odciągając mnie od rozwścieczonej dziewczyny.
Nie wiedziałam jak ich powstrzymać przez bitką, bez budzenia jakichkolwiek podejrzeń, więc cofnęłam się o krok i lekko się zachwiałam.
- Damon, proszę, odprowadzisz mnie do domu ? Kręci mi się w głowie – szepnęłam słabo, podpierając się o blat baru. Mężczyzna od razu znalazł się obok mnie, więc widocznie połknął haczyk. Rzucił ostatnie zawistne spojrzenie wilkołaczycy i ruszył ze mną do wyjścia, cały czas obejmując mnie w talii i asekurując mnie, na wypadek gdybym upadła.
Gdy byliśmy już na parkingu przy wejściu do lokalu, wpadła mi na myśl jedna sprawa.
- Zapomniałam torebki. Zaraz wracam – powiedziałam i uprzedzając jego pytania ruszyłam w stronę lokalu.
Na szczęście w łazience przy lustrze stała dziewczyna, z którą kłócił się Damon. Widocznie nie wyczuła mojej obecności, bo gdy nagle ujrzała moje odbicie w lustrze za sobą, podskoczyła.
- Co do … - urwała widząc moją zawziętą minę.
- Jeśli cokolwiek zrobisz Damon’owi to osobiście się policzymy – syknęłam, robiąc krok w jej stronę.
- Złotko, nie mieszaj się do rzeczy, o których nie masz pojęcia. Już lepiej się czujesz ? Główka nie boli ? – odparła ironicznie i prychnęła, rzucając mi lekceważące spojrzenie.
I tu popełniła błąd. Nagle przestało być dla mnie ważne cokolwiek, czy mnie odkryją czy nie.
W ułamku sekundy złapałam ją za szyję i przycisnęłam do pobliskiej ściany. Była zaskoczona takim obrotem akcji i próbowała się wyrwać. Niestety, na próżno. Wzmocniłam uścisk.
- Po pierwsze nie jesteśmy na ty. Po drugie nie będziesz mi rozkazywać. A po trzecie… złotko to ty uważaj na mnie – syknęłam i przymrużyłam oczy. Popchnęłam ją z takim impetem że rozbiła lustro. Na podłodze poniewierały się odłamki szkła, a parę z nich wbiło się w skórę wilkołaczycy.
Nagle dziewczyna krzyknęła i zaczęła się wić po podłodze. Ja stałam naprzeciwko niej i uśmiechałam się władczo.
- Do zobaczenia. Zakładam, że nadejdzie szybko – rzuciłam na odchodnym i wyszłam z łazienki.
- Już jestem – odparłam radośnie będąc przy Damonie.
- Znalazłaś torebkę ? – zapytał i spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Tak, cała i zdrowa –zażartowałam i uniosłam czerwoną torebkę do góry. Oczywiście nie była moją własnością, ukradłam ją przy wyjściu.
Damon uśmiechnął się tylko i powoli ruszyliśmy. Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim, opowiedziałam mu wymyśloną historyjkę o mojej rodzinie i wrażeniach szkolnych.  
- Dziękuję za odprowadzenie – odparłam z wdzięcznością, rzucając mu pożegnalne spojrzenie. Wiedziałam że w każdej chwili możemy się spotkać, ponieważ wymieniliśmy się numerami telefonów. O tym szczególe po raz drugi nie śmiałam zapomnieć – Sam dasz radę pójść do domu ? Może zamówić ci taksówkę ? – spytałam z troską.
Damon prychnął śmiechem i uśmiechnął się łobuzersko.
- Eleno, nic mi nie grozi. Jestem dużym chłopcem – odparł i pożegnał się ze mną.
Zaczęłam szukać w kieszeni spodni kluczy, a kiedy je znalazłam otworzyłam drzwi. Weszłam do środka i zapaliłam światło w salonie. Po krótkim prysznicu, przebrałam się w koszulę nocną i spróbowałam zasnąć. Nie wiem ile spałam ale obudziłam się w środku nocy. Na zewnątrz słyszałam cykanie świerszczy i ciche pohukiwanie sowy. Coś kazało mi wstać z łóżka. Nie wiem co to było, ale mimowolnie ubrałam się w jeansy i nałożyłam bluzę. Wyszłam z domu, zamknęłam dokładnie drzwi. Jakaś siła, nie umiałam określić co to ciągnęła mnie do lasu za moim domem. Coś nakazywało mi tam iść. I postanowiłam, że zaufam intuicji.
***

http://www.youtube.com/watch?v=oN2Xs-MvxLw  <- włącz podczas czytania tej części :) 

Przedzierałam się przez gęste chaszcze, które zaczepiały się o moje ubrania. Nie dbałam o podarte jeansy i poszarpaną bluzę. W wampirzym tempie biegłam przez las. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, każdy szczegół nie mógł umknąć mojej uwadze.
Nagle zatrzymałam się. W oddali dało się słyszeć jakieś szmery. Na oko 40 km stąd. Ruszyłam przed siebie, w kierunku dźwięku. Gdy byłam coraz bliżej słyszałam głosy. Głosy mężczyzn i kobiet. Nie mogłam określić ilu ich tam jest, ale ich głosy były podniesione, a niektóre szeptały niskim głosem groźby. Po lesie rozległ się przeraźliwy krzyk, przepełniony bólem. Biegłam szybciej. Nie wiedziałam co robię, moje ciało i moje myśli były dwoma różnymi biegunami. W głowie kotłowały mi się najróżniejsze myśli, a nawet wizje. To mnie rozsadzało od środka.
Dotarłam na miejsce. Stałam na wzgórzu, a na dole rozciągała się polana, otoczona drzewami. Zdziwiłam się, przecież polany, są w odosobnieniu, nie ma w zasięgu drzew. Ale nie to było teraz najważniejsze. Na dole, stało 6 osób, jeden czarnowłosy mężczyzna a naprzeciwko niego grupka ludzi : 4 mężczyzn i kobieta. Kobieta o czarnych jak węgiel włosach. I czarnowłosy mężczyzna.
- Tylko nie to – przemknęło mi przez myśl. W jednej sekundzie znalazłam się na polanie. Na mój widok wszyscy obrócili się w moją stronę, gotowi do ataku, niczym atakujące kobry. Tylko jeden mężczyzna spojrzał na mnie zaskoczony i ze strachem w oczach.
- Elena – szepnął. Nic więcej nie trzeba było mi usłyszeć. Wiedziałam, że nam wszystkim grozi niebezpieczeństwo. Podeszłam do niego i dotchnęłam jego ramienia.
- Damon, zaufaj mi – powiedziałam cicho i spojrzałam przed siebie. Nad nami na bezgwiezdnym niebie widniał wielki księżyc. Księżyc w pełni.
- Widzę Damonie, że zwabiłeś tu swoją nieobliczalną towarzyszkę – powiedziała z przekąsem dziewczyna z baru.
- Ona nie ma z tym nic wspólnego ! Elena uciekaj ! – krzyknął do mnie Damon z determinacją w oczach. Odpowiedziałam mu takim samym spojrzeniem i popatrzyłam hardo w oczy wilkołaczycy.
- 5 na jednego ? Dobrze, że przyszłam, to choć trochę wyrównam rachunek – żachnęłam się. Po chwili namysłu dodałam : - Noga już nie boli ?
Wiedziałam, że gdy popchnęłam ją na lustro w łazience skaleczyła się mocno w nogę i plecy.
- Nie, dziękuję za troskę – wysyczała przez zęby, a jej oczy zaczęły przybierać barwę złota. Damon momentalnie stanął przede mną, gotów obronić mnie własnym ciałem
– Damonie, twoje wysiłki są bezskuteczne. Ta wampirzyca umie sama się obronić – wykrzyknęła z zadowolonym wyrazem twarzy.
Czarnowłosy popatrzył na mnie z dezorientacją a ręce zacisnął w pięści. Jego spojrzenie wyrażało niepewność tym co właśnie usłyszał. Skinęłam nieznacznie głową, na znak że to prawda, a jego twarz zakryła maska. Zero uczuć. W tej samej chwili w szybkim tempie doskoczył do nas wilkołak. Sekundę później w ślad za nim ruszyła pozostała czwórka. Damon odepchnął go ode mnie i ruszył do ataku. Nie wahając się ja również zaczęłam walczyć. W ułamku sekundy doskoczyłam do wilkołaczycy i chwyciłam ją za gardło. Wyszarpnęła się i tak przez parę sekund kotłowałyśmy się po ziemi. Korzystając z okazji jaka nagle się wydarzyła, wyrwałam jej serce i jej martwe ciało upadło na podłoże zaplamione krwią. Odwróciłam się i zauważyłam, że Damon walczy z dwoma wilkołakami. Pod wpływem impulsu szybko podbiegłam do jednego i zręcznie skręciłam mu kark. To samo Damon zrobił z drugim.
Wszystko wskazywało na to, że zabiliśmy wszystkich. Odetchnęłam z ulgą. Teraz chciałam wszystko wytłumaczyć Damonowi, choć sama byłam zaskoczona faktem, że mężczyzna jest wampirem, tak jak ja.
Nagle z zarośli wybiegł ostatni wilkołak. Damon nie zdążył się odwrócić, a ten powalił go na ziemię. Nie miałam czasu na zastanowienie się co robić. To była hybryda. Był silniejszy. Milimetry dzieliły go od szyi wampira, był gotów aby go ugryźć. Ugryzienie wilkołaka była śmiertelne dla wampira. Nie dbałam o to, że ktoś może mnie odkryć. Skupiłam swoją uwagę na hybrydzie. W tej samej chwili, wilkołak odskoczył od Damona jak oparzony i przez parę sekund wił się po ziemi i zamarł. Cała drżałam, nie mogłam tego opanować. Czarnowłosy zmaterializował się przy mnie i mocno mnie przytulił.
- Elena, wszystko w porządku – wyszeptał mi we włosy.
Przymknęłam oczy, rozkoszując się dotykiem Damona i jego zapachem drogich perfum. Jednak szybko się otrząsnęłam.
- Nie Damon. Nic nie jest dobrze – odparłam łamiącym się głosem. Mężczyzna posłał mi tylko pytające spojrzenie, a ja wyswobodziłam się z jego uścisku.

- Nic nie jest dobrze… - wyszeptałam, spuszczając głowę. Po chwili zniknęłam w gęstwinie lasu. A Damon stał zdezorientowany na polanie. Niestety, pokazałam zbyt wiele. A to może mnie dużo kosztować…

________________________________________________________________
Emm..
Pewnie mnie zabijecie za taki długi czas czekania :') Przepraszam, ale szkoła i wiecie... 
Mam nadzieję, że ten rozdział, trochę dłuższy od innych wam to wynagrodzi.
Tak na przyszłość : rozdziały będą dodawane kiedy mam czas, postaram się je dodawać jak najczęściej. 
Polecam sobie włączyć załączoną muzyczkę podczas czytania " ostatniego fragmentu " :) 
Więc... miłego czytania <3 Czekam na wasze komentarze, bardzo mnie motywują !